poniedziałek, 17 grudnia 2012

Dentysta

Przezylam dzis najbardziej osobliwe doswiadczenie w Kabulu. Bardzo emocjonalne. Ale za nim o tym.

Dzisiaj mialy miejsce dwa zamachy w Kabulu i inne incydenty na terenie kraju. Siedzialam sobie w kolejce do rejestracji w German Clinic (usilowalam pojsc do dentysty), a obok mnie rozmawiali dwaj konkraktorzy (po piecdziesiatce, spodnie bojowki), ze Talibowie wiedza, ze my mamy teraz Christams i dlatego zaatakowali. Kto wie ile w tym prawdy.

Rzecz w tym, ze chcialam dzis pojsc do dentysty i najlepszy (umiarkowanie tani) i higieniczny jest w German Clinic, wlasnie. Niestety wyjechal na swieta. Nastepna opcja to bardzo drogi w Green Village i super drogi w American Clinic. Kolejna opcja bylo zwiedzenie Afganskiej kliniki poleconej przez Filipa i naszego szkockiego kumpla, ktoremu wczesniej ulamal sie zab. Klinika smieszna. Manager wzial nas do siebie do biura, zebysmy nie czekali z ludzimi w poczekalni, chcial obejrzec moje zeby, pytam go czy on tez jest stomatologiem, a on na to, ze... kartografem. Lekarz jest z Tadzykistanu, co oczywiscie sprawia, ze mowi po rosyjsku. Fanjnie bylo z nim porozmawiac ta mieszanka ukrainsko-rosyjska z mojej strony i rosyjsko-angielska z jego. Cztery tankisty i odna sobaka, hahahahaha, ale.... panie, pan nie zdezynekowal narzedzi.... W rengenie klisza upadla kolesiowi na ziemie, a i tak chcial, zebym ja wsadzila do ust... Oczywiscie, ze zwialam. Moje male prywatne doswiadczenia z brudem i brakiem higieny. Nie ma powrotu do Afganskiego standardu dentystycznego. O rany. A jutro Dubaj. Jesli samolot wystartuje - jesli przestanie sniezyc.

niedziela, 16 grudnia 2012

Dzien pracy w Flower Street Cafe

Siedze dzis we Flower Street Cafe, jednej (jedynej) z Kabulskich kawiarni dla expatow i pracuje. Nie poszlam dzis do biura, poniewaz moja regularna wspolpraca z moim wczesniejszym pracodawca wlasnie sie zakonczyla, a wspolpraca z nowym jeszcze nie zaczela. Zaczyna sie w przyszla niedziele. Dla starego pracodawcy bede robic jeszcze troche rzeczy (i to jest spoko) a dla nowego... musze sie przygotowac i mi troche sie stresuje, bo nie mam na to czasu. Ale musze sie przygotowac, bo jezeli tego nie zrobie, nie bede zadawac odpowiednich pytan i nie dowiem sie czego nie wiem. Przez ostatnie 5,5 godziny pilam jawe za kawa i staralam sie byc jaknajbardziej produktywna. Zrobilam 1/10 tego co mam dzis do zrobienia. I przy okazji poznalam szalona Amerykanke-Afganke (!). Co za osobowosc. Jedna z tych ktore mnie przerazaja - dzieli sie detalami swojego prywatnego zycia do osoby, ktorej prawie nie zna - mnie. Jest bardzo "modern" w swoim zachowaniu, ubiorze. Serio - jest bardziej modern niz ja :)
Rozmawialysmy o tym jak dziwnie jest radkowac w Kabulu. Ona jako pol-Afganka ma duzy problem, poniewaz kiedy z kims sie spotyka, jej Afganscy znajommi, mezczyzni robia komentarze z podtekstami, a jeden jej kolega powiedzial: "wiem, ze spisz z Ahmadem, a skoro tak to spij tez ze mna". Kiedy stanowczo odmowila, on sie wsciekl. Nie mogl zrozumiec tej odmowy.
 Tak. To prawda. Zwesternizowane Afganki maja w Afganistanie gorzej niz expatki. Z tego punktu widzenia.

czwartek, 13 grudnia 2012

Porzadek

Dzis pojade osobiscie.
Ostatnio duzo mysle o zmianach ktore we mnie zaszly, zwlaszcza tych, ktore zaszly ostatnio - przez/ dzieki Afganistanowi. Jedna z tych rzeczy jest moj stosunek do przadku. Kiedys, zwlaszcza kiedy bylam dzieckiem, porzadek kojarzyl mi sie z opresja, kontrola i programowo odmawialam utrzymaywania rzeczy w porzadku, ladnego pisania, rownego kolorowania - bez wyjezdzana za linie. Porzadek byl przejawem czyjejs kontroli nad moim zyciem. Moze dlatego, ze to nie ja wybieralam miejsca, gdzie rzeczy przynaleza i gdzie jest ich porzadek. Ostatnio to sie zmienilo. Porzadek jest teraz dla mnie przjawem mojej kontroli nad moja rzeczywistoscia. A balagan przejawem kontroli innych nade mna (jesli nie mam czasu, zeby zrobic porzadek, to znaczy, ze mam za duzo na glowie, a to - choc czesciowo to moje wybory - wplyw swiata zewnetrznego). Zobaczylam jak latwiej jest zyc, jesli tworze system zarzadzania moim byciem, ktory jest stabilny. Uprzadkowany. Przeze mnie. Teraz to ja rysuje linie w moim obrazku.
Ale. Afganistan jest nieprzewidywalny. Zycie jest nieprzewidywalne. A byc moze po prostu zycie jakie sobie wybralam jest nieprzewidywalne jeszcze bardziej.
Mam 25 lat. Pracuje i zyje w Afganistanie. Prawdopodobnie kiedy bede miec 26 lat (za rok), bede gdzies zupelnie indziej. Nie wiem gdzie. I nie, nie przeraza mnie to, ale ekscytuje. Wiem za to co prawdopodobnie bede robic przez nastepne 9 miesiecy - jestem o krok od podpisania kontraktu z nowym pracodawca i u kresu pracy z obecnym na dotychczasowych warunkach. Rok po tym jak usychalam czekajac na kontrakt z Youth Fm, czekam na umowe on trzeciego pracodawcy na terenie Afganistanu. Czy 13 grudnia, rok temu, moglam sie tego spodzewac? Nie.
Tyle zmian. Tyle zwrotow akcji.
I dlatego porzadek jest wazny. A najwazniejszy ten porzadek w srodku. Gdzies pomiedzy sercem, dusza, a umyslem.
No, a poza tym, Afganistan jest wystarczajaca brudny, zeby miec jeszcze syf na biurku ;)

wtorek, 11 grudnia 2012

Tak nas widza.

** History is once again repeating itself in Afghanistan.**

"Those who do not learn from history are doomed to repeat it."

Noted historian and writer William Dalrymple has said the situation in Afghanistan now and during the first Afghan war in 1840s has striking similarities.

Delivering a lecture after the launch of his new book Return of a King at the University of Hyderabad on Monday, he said the first Afghan war was a tale of violent rebellion by the Afghans, of great military humiliation by the British and other political intrigues. The West's first disastrous entanglement in Afghanistan has clear and relevant parallels with the current deepening crisis, Dalrymple said adding: "There are extraordinary similarities between what Nato forces are facing in cities like Kabul and Kandhahar today and what the British forces faced in 1840s fighting the very same tribes..."
Z profilu fb: https://www.facebook.com/UnitedAfghanistan

Czym sie wszyscy ekscytuja

Dzisiaj rano stalo sie dla mnie jasne, ze nadchodza dla mnie wielkie zamiany. Zmiany na lepsze. Czy mozecie uwierzyc, ze moja ulica zostala wylana asfaltem?! Od jutra, jak tylko asfalt wyschnie, bedziemy miec prawdziwa ulice. To jest cos co eskcytuje wszystkich. Prosze mi wierzyc - standard zycia bez asfaltowych jezdni bardzo sie obniza - dojechanie wszedzie zajmuje duzo wiecej czasu i jest strasznie niewygodnie, kiedy podbija Cie non stop na wyobjach. Dlatego jest super - bedziemy miec normalna ulice. Yay!

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Boy or abortion?

"Are you having boy or abortion? Masz chlopca czy aborcje?" Zacytowal dzis na facebooku jeden z moich Afganskich znajomych Aladina z "Dyktatora".

Wczesniej napisal : "hooo, there is a bad news, its a girl where is the trash can :D hahhaha". 

Jego znajomi zaczeli sie z tego smiac. Jakie to zabawne. HAHAHA.

Tak, ogladalam ten film. Uwazam ze ten czarny humor jest zabawny w konwencji filmu. I to zupelnie nie jest zabawne, kiedy mlodzi Afganczycy sie tym ekscytuja.

Moze to moje uprzedzenia. A moze fakt, ze wiem jak w tym kraju traktuje sie kobiety. I jak widze taka niezdrowa ekscytacje to mysle sobie, ze znalezli popkulturwe zrodlo, zeby moc cos takiego publicznie napisac.

Mysle, ze robie sie za bardzo krytyczna i ze nie mam serca do Afganczykow. Ze ich generalizuje i widze co zle. Widze, ze nawet ci fajni i wyksztalceni co po prostu z innego swiata niz ja. I tak wlasnie jest. Oni sa z innego swiata. To jest tak bardzo inna kultura, ze nie moge stawiac im standardow z naszej. Czy to oznacza rasizm czy samoobrone?

Nielubie tego uczucia, kiedy idzie na przeciwko mnie grupka mlodych mezczyzn. Czuje, ze zasady moralne sa w tym kraju inne i sciana "bezpieczenstwa" zazwyczaj przez nie budowana jest krucha jak cienkie szklo. Zasady moralne - mam na mysli to, ze ktos moze po prostu pozwolic sobie mnie skrzywdzic bo jestem blonynka z zachodu, bo jestem kobieta. Skad sie bierze to uczucie? No, sorry, ale jezeli nawet w Urzedzie Paszportowym szef urzedu stara sie zostac ze mna sam na sam i lapie mnie za reke i stara sie pocalowac... Jak mozna komukolwiek ufac?

Sytuacja wygladala tak:

Biuro wizowe. Przyjechalam odebrac wize po 4 miesiacach bujania sie z nia. Donoszenia dokumentow, ktore tak naprawde nie byly wymagane itd. Tak procedura trwa jeden dzien jezeli da sie lapowke. To nie wchodzilo w gre.
A wiec. Biuro wizowe. Jest ze mna F., Afganczyk, prawnik, ktory w naszej firmie pomaga zalatwiac wizy. F. i ja wchodzimy do biura szefa urzedu, ktory ma moj paszport i ma w nim w konu wpisac wize. Szef urzedu zadaje pytania o moje wyksztalcenie i moja prace. F. klamie w Dari, ja o tym nie wiem, bo nie zrozumialam tego co sklamal, urzednik sie wkurza i zaczyna zadawac pytania mi po angielsku, ja odpowiadam prawde. Urzednik wyprasza F. On wychodzi. Urzednik mowi, ze on nie powinien wydac mi tej wizy, ale wydaje ja tylko dzieki temu, ze jest ona dla mnie. Dziekuje. Biore paszport. On lapie mnie za reke i usiluje pocalowac, wyrywam sie i wybiegam, mowiac stanowcze NIE. Po drodze wsadzam paszport (z wiza) do kieszeni i dluga prosta. Mowie o tym F. zaraz jak znajudjemy sie po za budynkiem. Jego reakcja:
- Tylko nie mow o tym nikomu!!!!
Taka reakcja. Jakie to Afganskie. Przemoc/Zniewaga/Naruszenie przestrzeni osobistej wobec kobiety - nie mow o tym nikowu.
Moj drogi F. wszyscy o tym wiedza. Nie mam sie czego wstydzic - nie ja - ten oblech powinien sie wstydzic.
Pozniejszy komentarz B. - wydawaloby sie "spoko Afganczyka" - ze to byla taka jakby troche moja wina, bo przeciez z ta wiza byly jakies problemy. Jakie to proste. Zelazna logika, co nie?

Najlepsze jest to jak zareagowali na to ekspaci:
- Dziwi cie to? Przeciez powszechnie wiadomo jak ten czlowiek sie zachowuje wobec kobiet.
- No chyba cie to nie dziwi?
- To taka jego metoda, zeby sprawdzic czy nie jestes prostytutka, wszystko ok.

SERIO? SERIO?

Chcialabym poznac Afganczykow o ktorych pomysle, ze sa spoko. Tak serio, serio spoko. Na razie znam takich dwoch. Przytlaczajaca reszta budzi we mnie uczucia negatywne: poczucie, zechca mnie oszukac, ze nie szanuja mnie, obawe, ze zaraz ktos przekroczy jakas granice. To nie jest kraj dla kobiet, ktore staraja sie "normalnie zyc". To jest kraj dla kobiet, ktorym zawsze towarzyszy ochrona.

A co dobrego? Duzo. Po prostu poddaje namyslowi ta bardziej mroczna czesc otaczajacej mnie rzeczywistosci. Bo moze i tak - niebo w Kabulu ma kolor pieknego blekitu, moi znajomi sa wartosciowi i zajmoje sie ciekawymi rzeczami, ale to wszystko swiat ekspatow w ktorym cicho gra jazz. A tam, za brama, otwiera sie Afganistan. 

sobota, 8 grudnia 2012

Ataturk, Hitler i Gandhi

Swietnie wyksztalcony Afganczyk z mniejszosci Turkmenskiej. Prawnik. Zona, dwojka dzieci. Sline zwiazki z Turcja. Rozmawiamy o jego planowanym wyjezdzie to Turcji w styczniu...
- Moja zona tym razem rowniez jedzie ze mna. Ona bardzo nie lubi kiedy jezdze sam. Mowi, ze nie chce, zebym ogladal sie za dziewczynami. Szczegolnie w kurortach i na plazach. Ja mowie jej za to, ze majac taka zone, nie ma po co, nie ma sensu i potrzeby ogladac sie za kims innym.

Zareagowalam entuzjastycznie, mowiac - Oh, Panie H., alez pan jest romantykiem. - Wszyscy sie smieja. Zaczynamy rozmawiac o Uzbekistanie, Sufizmie, Turcji i dobijamy do tematu ludzi, ktorych H. uwaza za wielkich. I mowi, ze:
- Najwazniejszy jest na mnie moj Prorok. On jest w innej kategorii. Ale jezeli chodzi po prostu o wielkie postacie ktore lubie to to bedzie najpierw Ataturk, potem Hitler i Ghandi.

Wcielo nas.

"Dlaczego Hitler?
Poniewaz on byl bardzo serio i zrobil dla swojego kraju. Podniosl go z upadku. I co najwazniejsze przerobil na mydlo tych ktorzy lamali prawo. How cool is that?
Ghandi bo byl bardzo uduchowionym przwyodcom dazacym do zjednoczenia kraju.
No i Ataturk bo zakoczyl okres Impredium Otomanskiego i przeniosl Turcje w nowe czas, na przyklad zmieniajac alfabet.
Afganistan potrzebuje conajmniej dziesieciu Hitlerow, zeby bylo normalnie."

Uwazaj, Twoje zyczenie moze sie spelnic.

Obsesja silnego przywodztwa w kraju bez pozytywnych liderow.

Moj kolejny Afganczyk do kolekcji. Wczesniejszy wielbil Stalina.

No i jak mozna wielbic Ghandiego i Hitlera w jednym momencie? Odpowiedzia jest "strong leadeship", silne przywodztwo. Inne drogi. Ten sam cel.

To jest tak ciezkie do pojecia.

środa, 5 grudnia 2012

Smieci i frustracja ekspata

Nie zwracam uwagi na smieci i brud. To po prostu dla mnie czesc Afganskiego krajobraziu. Czy raczej, czesc krajobrazu Kabulu. To normalne. Przepelnione smieciami rynsztoki? Staram sie po prostu w nie nie wpadac. I staram sie za to zwracac uwage na piekno - na osniezone gorskie szczyty, na roze w kabulskich ogrodach.
Dzis jeden z moich wspolpracownikow wszedl do biura nabuzowany od stop do glow. Klapnal na krzeslo i powiedziam - "Mam dzisiajantyafganski dzien. Nie moge juz zniesc, ze tych ludzi nic nie obchodzi. Nie odbchodzi ich czy maja brudno przed swoim domem, nie odbchodzi ich nic. Wychodzac z domu widzialem jak facet wrzucal worki smieci do rynsztoka przed swoja brama. I nic go nie obchodzilo, ze ulica byla dopiero co wyromontowana i ze mogloby byc na niej czysto. Jak oni maja stworzyc panstwo jezeli nie sa w stanie zadbac o czytsosc swojego podjazdu. Mam wrazenie, ze oni tylko czekaja jak zachod z stad wyjdzie i wszystko zniszcza. Nikogo nic nie obchodzi. Tak samo nic nie obchodzi tych zagranicznych ktorzy tu pracuja bo wiedza, ze ich praca zostanie zniszczona. I tak nic nikogo na prawde nie rusza. Wszyscy tylko chca sie dorobic."
Tak, to byla lekko depresyjna tyrada. To nie jest odosobniony poglad. I jakies to takie kiepskie.  

sobota, 1 grudnia 2012

Boks i rasizm

Wszystko uklada sie fantastycznie, ale jednak cos zaczelo mnie trafiac. Moze po prostu potrzebuje wakacji - w koncu spedzilam po za Afganistanem 18 dni w ciagu calego roku. Lapie mnie cos w rodzaju frustracji/zlosci, zmeczenia i ciezko sie tego pozbyc. Nie jest zaskakujacy fakt, ze taki stan umyslu i uczuc dopada mnie w czasie kontaktow z Afganczykami. Nie wszystkimi, ale tymi z ktorymi lacza mnie wiezy zawodowe/pracujac dla mnie. Ludzie, ktorzy nie wykonuja swoich obowiazkow, ludzie ktorzy traktuja mnie jak "kobiete". Sytuacja w ktorej nie moge zachowywac sie milo i przyjacielsko bo to oznacza oposzczenie gardy a w tym kraju od tego tylko krok do sytuacji gdy ktos przeinterpretuje takie zachowanie jako zachete na flirt. Bycie bezustannie nastawiana na obrone/atak - meczy. Ale z drugiej strony mam juz na tyle dlugi trening, ze sie przyzwyczailam. Rzecz w tym, ze taka sytuacja tworzy poklady agresji, ktroej nie mozna sie latwo wyzbyc. Agresji cichej i ukrytej, ktora siedzi gdzies tam za sercem. Ale trzymanie jej na wodzy nie jest latwe. Wczoraj znalazlam fantastyczny sposob na pozbycie sie tej negatywnej enegrii. Pozlismy z Filipem na silowniem wzielismy rekawice i zaczelimy "trenowac boks". Tzn. na zmiane pokazywalismy sobie rekawice w ktora to drugie udezalo seriami. O rany - jakie to bylo fantastyczne. Dwie godziny na silowni, godzina takiego wyzycia i czuje sie znowu soba.

To smutne, ze interakcje z mieszkancami tego kraju budza we mnie takie emocje. To ta roznica kulturowa o kotrej tyle mowi sie. Ale i tak nie czuje sie tak zle, bo wiem ze jestem wobec wszystkich szczera. Szczerze nienawidze ludzi ktorzy naduzuwaja wladzy, zeby mnie fizycznie molestowac i szczeze niezgadzam sie z przekonaniem, ze bedac kobieta nie ma prawa zwracac uwagi mezczyznie. Jesli jestm jego szefem - robota ma byc zrobiona i moja plec nie ma nic do tego.

Zauwazylam, ze ludzie, ktorzy pracuja w duzych organizacjach "pomagajacych" traktuja Afganczykow jako beneficjentow pomocy, dziwne zjawisko, a nawet cos mniej niz ludzi. Jak dzieci. Jak tych "innych", nierozgarnientych, gorszych, dziwnych prawie nie-ludzi. To jest przerazajace, bo teraz widze w jaki sposob w ludziach rodzi sie rasizm. Inny jezyk, inna kultura, inny zapach i ci fenomenalni, swietnie wyedukowani ekspaci staja sie rasistami. Nie wiem czy mozna byc rasista w bialych rekawiczkach, albo rasista w inny sposob, ale. Panuje powszechne przekonanie, zeby nie zapraszac afganskich znajomych na facebooka oraz ignowowac ich zaproszenia. Bo przeciez tak bardzo nasze zycie rozni sie od ich, ze nie moga zobaczyc naszych zdjec. Itd. Oni sa w gruncie rzeczy zagrozeniem. Chca "nas" oszukac. Chca "nam" zrobic krzywde. Ale:

Mialam rozmowe z doradzca jednego z ministerstw. Swietny gosc. Amerykanin. Ktory powiedzial mi. Nie szanujemy ich, uwazamy ich za zlo tego kraju. Ale robimy dla nich projekty rozwojowe. Pomocowe. Widzisz paradoks?

Nie, nie widze. Widze ludzi ktorzy sie nawzajem nie rozumieja. Niezrozumienie powoduje agresje. Brak szacunku rodzi brak szacunku. I dlatego, zeby nie wyzywac sie na ludziach ja osobiscie potrzebuje sportu. Boks jest najlepszym z dotychczas wyprobowanych. Worek treningowy zawisnie w moim domu juz niebawem, wszak mam tu pracowac jeszcze z 10 miesiecy. I zrobie wszystko, zeby widziec co dobre. Bo tak - jest tak duzo doberego w okol nas. Tak duzo dobrych ludzi.

piątek, 30 listopada 2012

Design Center

Siedze sobie w Design Center w Kabulu. Jednej z restauracji lubianej tak przez expatow. To niesamowicie zaprojektowane miejsce, ktorego wlascicielem jest architekt/artysta/dekorator, ktory studiowala w Stanach i we Wloszech, tam tez pracowal a obecnie projektuje dywany i domy bazujac na tradycyjnym Afganskim stylu. Poloczonym z nowoczesnym luksusem. Designer nosi sie calkowicie europejsko. Siedzi naprzeciwko mnie przy innym stoliku i tlumaczy fantastycznie pieknej amerkance roznice w wykoczeniach patu zwanej tez kalifa - czyli cos co mozemy nazywac tradycyjnym afganskim kocem-plaszczem. Ten czlowiek o lokalnym  designie wie wszystko. Ma niesamowita umiejetnosc troski o detale. Design Center - restauracja - zaprojektowana jest jak tradycyjny Afganski dom ze scianami z cegly i blota, wnekami na lampy oliwne i wewnetrznym rynkiem ktory w lecie przyslaniaja bambusowe plachty, a obecnie otwiera sie nad nim blekitne niebo. Jezeli nie byliscie w Afganistanie - niewidzieliscie takiego blekitu. Blekitu Afganskiego. Gdzies pomiedzy kolorem Lapis Lazuli i Turkusu. Najczystszy blekit swiata.
Etniczne materialy pokrywaja sofy. Rzezbione drewniane stoliki przykryte szklem. Miedzynarodowe grupki dyksutujace po francusku i po angielsku. Cicho grajacy jazz, przelatujace wojskowe samoloty i unikalnie w Afganistanie - dobra latte. Czas popracowac. Moze w miedzyczasie moje peach pie przydzie. 

czwartek, 29 listopada 2012

Osobiscie

Mam badzie silne poczucie, ze tak duzo zalezy od podejscia do przezywanych doswiadczen. Mozna patrzec na siebie z bliskiej perspektywy i widziec wszystkie niedostatki dnia codziennego, albo pozwolic sobie zrobic krok w tyl i obejrzec sie daleszej perspektywy.
Jesli mialabym na siebie spojrzec z bardzo bliska to jestem osoba, ktora dzisiaj zdenerowowala sie po klotni z czowkidorem (odzwiernym), ktory nie chcial wykonywac swoich obowiazkow. Jesli spojrze na siebie z dalszej perspektywy to okaze sie ze jestem dwudziestopiecioletnia kobieta, ktora od roku pracuje w Afganistanie i potrafi poradzic sobie w ciezkicj sytuacjach, w stresie, w braku komfortu. Moglabym zawiesic sie na tym co blisko i co uciazliwe i widziec tylko to co sie nieudaje, co jest ciezkie, albo dac sobie oddech bedac dumna z tego co robie i jak sobie radze. Zaskakuje mnie to, ale zaczynam pozwalac sobie byc dla siebie laskawsza, mniej krytyczna, bardziej doceniajaca siebie sama. To mile.

wtorek, 20 listopada 2012

Gaza

W zwiazku z tym co dzieje sie obecnie w Strefie Gazy na moim Facabooku zapanowalo poruszenie. Wielu Afganskich znajomi wzywa do podpisywania petycji co do zaprzestania przemocy.

Jenden z nich - student architektury - napisal:

I feel so helpless when I see whats going on in Gaza. Never felt like that before :( Wish I can do something for them without praying for them. But I can't .
Jeden z profilow prowadzonych przez czlonka disapory Afganskiej opublikowal zdjecie Hitlera stwierdzajace, ze ten nie wymordowal wszystkich Zydow aby pokazac przyszly pokoleniom tych ktorzy zostali i pokazac przed czym ich "bronil". Bylo wiele komentarzy krytykujacych ten wpis i mowiacych, ze to nie po muzulmansku, ze to nie do zaakceptowania, ale niestety byly takie, ktore mowily, ze Hitler byl "the best".

Nie raz slyszalam, ze Afganczycy stereotypowo nie lubia Zydow i panstwa Izrael. Rozumiem, ze utozsamiaja sie z Palestynczykami, bo tak jak oni sa muzulmanami. Jeszcze duzo musze sie o tym kraju nauczyc.

Pozniej:
Tak sobie poogladalam zdjecia z Gazy i tak mysle, ze czasem to nie musi byc programowy antysemityzm. Tylko ludzki odruch. Kto lepiej niz Afganczycy zna dramat wojny?

poniedziałek, 19 listopada 2012

Urodziny w "Scene"

Zwykle bylam ta strona ktora pisze, a dzieki mojej imprezie urodzinowej zostalam ta o ktorej napisano. Expacki magazyn Scene opublikowal zdjecia z moich i mojej dobrej znajomej urodzin. To byla dobra impreza. A znalesc sie w "Scene"? Mile.







sobota, 17 listopada 2012

Aszura na horyzoncie

Pierwszy raz od miesiecy jest pochmurno. Kolory sa mniej jaksrawe a ludzie wydaja sie jacys spokojniejsi. Na wiosne, kiedy jeszcze pracowalam w Afganskim radiu, kilka razy slyszalam, ze pochmurne dni sa ulubionymi dniami Afganczykow, bo wprowdzaja ich w uspokajajacy nastroj. Moze i tak, skoro tych pochmurnych dni w roku ze dwadziescia i sa po prostu mila odmiana.

Wczoraj mialam bardzo ciekawa rozmowe z taksowkarzem. Przy skrzyzowaniach pojawily sie bardzo wysokie "bramy" - metalowe rusztowania z czarnymi materialowymi plachtami, calymi zapisanymi. Zapytalam sie wiec kierowcy o co w tym chodzi, bo przeciez przeczytac wciaz nie potrafie. Chodzi o Aszure. Aszura to swieto obchodzone przez Szyitow, ktorzy w Afgansistane sa reprezentowani przez Hazarow. To dziesiec dni smutku, zaloby bo wnuk Proroka zostal zabity. Aszura oznacza po Arabsku dziesiec dni. Dziesiaty dzien jest krwawy. Mezczyzni nacinaja sobie czola i biczuja plecy, zeby doswiadczyc/brac udzial w odczowaniu duchowej i fizycznej smierci Hussajna. Tak zrozumialam co powiedzial mi kierowca. Dodal tez, ze moglo to byc jakies sto lat temu, kiedy Hussajn umarl. Zrobilo to na mnie mocne wrazenie, bo ten mlody czlowiek, tak bardzo staral sie, zebysmy wzieli jego opowiesc nie za bajke, ale za osadzona w rzeczywistosci historie. Dokladnie opisal mi pokrewienstwo Hussajna z Mahometem, jakby to mialo dodac historii realizmu. A potem dodal, ze swieto Aszury nie jest dobre, bo ludzie umieraja nawet od samobiczowania i nacinania "malymi nozykami". Powiedzial tez, ze to jest swiet tylko "shia people", "sunni people" nie robia takich rzeczy. Sunni, czyli w Afganistanie wszyscy inni niz Hazarowie. Kierowca podkreslil tez, ze w zeszlym roku to sie bardzo nie podobalo Talibom i dlatego zrobili ten wielki wybuch w meczecie szickim, kiedy zginelo ponad szesdziesiat osob. Musze sie dowiedziec kied to swieto ma byc obchodzone dokladnie - bo z tym kiezycowym kalendarzem to nigdy nic nie wiadomo, i upewnic sie, ze zachowam sie z rozwaga i bezpieczenstwem w tym dniu. Najlepiej nie wyjsc spod koldry.


wtorek, 13 listopada 2012

Kobieta na rowerze

Jak tylko przyjechalam do Afganistanu jedna z expatek opowiedziala mi historie swoje bardzo nieprzyjemnej przygody. Dziewczyna czula sie dobrze w Kabulu, bylo cieplo, idealna atmosfera do jezdzenia na rowerze. Kabul to takze miasto rowerzystow - wiekszosc pomyka na ciezkich "rosyjskich" rowerach w stylu naszej starej, dostepnej w Polsce, Ukrainy. Rower to bardzo dobry srodek transportu w niewyobrazalnie zakorkowanym miescie, ktore po prostu nie bylo zaprojektowane na sytucaje, ze prawie kazdy srednio zamozny Kabulczyk ma samochod. Moja znajoma cieszyla sie urokami Kabulu z pozycji dwoch kolek az pewnego razu dostala w glowe kamieniem. Komus widac biala kobieta na rowerze bardzo sie nie podobala. Z tego wlasnie wyciagnelam wniosek, ze rower wiaze sie z dodatkowym, niepotrzebnym ryzykiem. Az pewnego dnia w pazdzierniku zobaczylam tuz kolo British Cemetery biala, szesdziesiecioletnia kobiete, bez chusty na glowie, pedalujaca przez miasto. Zjawisko. Chcialam zatrzymac mojego kierowce i pytac! Pytac kim jest, co tu robi, dlaczego jezdzi na rowerze. Niestety wessal nas miejski traffic i zjawisko odpedalowalo. Jestem pewna, ze ja widzialam. Miala glowe zadarta to gory, dumna sylwetke, biale wlosy upiete w kok. Inshallah zobacze ja jeszcze i wtedy chocbym miala za nia biec dowiem sie kto to. Kobieta na rowerze - prosze mi wierzyc, to jest naprawde cos.  

czwartek, 8 listopada 2012

Przez plot

Dzisiaj miala miejesce groteskowa sytuacja. Chowikidor (odzwierny/straznik) zamknal furtke i wyszedl zostawiajac mnie i Filipa zamknietych w domu. Pobieglismy szukac klucza, ale zaden nie pasowal. Po drugiej stronie bramy stoi moj kierowca i czeka az sie zbiore i bedziemy mogli pojechac do biura a ja nie moge sie wydostac. Ok - szybki rekonesans - na naszym murze nie ma drutu kolczastego, wiec czemu by nie przejsc przez niego gora. I wszystko byloby super tylko po zewnetrznej stronie mur jest znacznie wyzszy wiec skakanie bylo srednim pomyslem, ale skoro bylam juz na gorze - tak NA MURZE w Kabulu - to krzyknelam do mojego kierowcy, zeby jechal bo mi to jeszcze troche zajmie. Mam wraznie, ze to byla jedna z bardziej zabawnych sytuacji ktore mu sie ostatnio przydazyly bo nie mogl sie sie opanowac i przestac smiac. Pojechal. Trzy minuty pozniej pani sprzatajaca powiedziala nam, ze glowna brama byla caly czas otwarta.....

niedziela, 2 września 2012

TEDxKabul - Tak to sie dzieje!!


Czas w Kabulu plynie nieslychanie szybko. Nie dziala na niego podzial na dni i godziny. Tu po prostu mijaja tygodnie. Od czwartku, do czwartku.  Dacie wiare, ze jestem tu juz dziewiaty miesiac? Tak niedawno walczylam z zimnem w moim nieogrzewanym mieszkaniu, a tu mamy koniec lata. W tym czasie zmienilam prace, przeprowadzilam sie do afganskiej starej willi, poznalam wielu niesamowitych ludzi, poprawilam (troche) swoj angielski i zupelnie nie nauczylam sie Dari.

Co mnie teraz zajmuje? Oprocz mojej fantastycznej roboty mam na boku projekt. Zupelnie wolontaryjnie organiuje z moim teamem TEDxKabul :D Serio - to sie dzieje!!!! Organizujemy pierwszy TEDx event w Afganistanie. Wiecie o co chodzi z TEDem? No jasne, ze wiecie - to ta konferencja na ktorej ludzie dziela sie innowacyjnymi pomyslami i mozna powiedziec - otwieraja ludziam glowy. www.tedxkabul.com tu znajdziecie wszystkie informacje o tym co robimy i moze ktos z Was wpadnie na sama konferencje? Loty z Kijowa kosztuja 800 dolarow w obie strony - wiec moze wakacje w Afganistanie w pazdzierniku? Aplikacja uczestnika juz pojawila sie na stronie w... trzech jezykach. A jezeli nie mozecie wpasc, to zobczcie jak mozecie pomoc i zostac partnerem TEDxKabul tu: Partner TEDxKabul - Tak, no jasne, ze uzywam bloga do promocji eventu. Dlaczego? Bo wkladam w to cale serducho i byloby super gdybysmy mogli - ja i nasz team - zrobic wszystko w najlepszej jakosci.

Tak, zeby sie z Wami podzielic detalami - nasz team organizacyjny jest bardzo roznorodny. Mamy w nim expatow: Amarykanke, Rumunke, Szkota, ale przede wszystkim Afganczykow i Afganki - z roznym tlem kulturowym - wychowanych tu na miejscu, wychowanych w Holandii, w UK, w Stanach. Mieszanka fenomenalnych ludzi, ktorym sie chce. Bardzo to motywujace!

A prywatnie? Moj Luby przyjezdza do Kabulu do pracy. Jest radosc!



środa, 11 lipca 2012

Pierwsze kroki w kurzu

Pierwsze doswiadczenie po przyjezdzie do Kabulu to oczywiscie lotnisko. Z ktorego oczywiscie nie mam zdjec, bo lepiej nie ryzykowac ich robienia, a juz napewno lepiej ich nie publikowac. Ale. Po wysciu po za terminale (ktore wygladaja jak dworzec autobusowy), przejsciu kilometra do wyjscia, robisz krok w kurz i slonce. I widzisz to:

Kolejna pierwsza rzecz spotka Cie w biurze, kiedy spotykasz pierwszego gekona:



I bardzo sie starasz, zeby nie stracil ogona - wynosisz go na zewnatrz.


Jest taki lekki, ze prawie go nie czujesz na dloni. (W tle moja Afganska koszula;))

 A to wszystko otaczaja roze,

Akacje,


i gory.....


W powietrzu wiruje muzyka i kurz. 

sobota, 7 lipca 2012

Polo na sloniach

Rzadko miewam takie chwile jak ta. Siedze przed komputerem, zjadlam juz piec serkow Babybel, a teraz rozpoczynam paczke skittelsow. Jest jeszcze widno, a ja juz nie jestem w pracy. Czekam az Francuz sie ogarnie i pojdziemy na kolacje. To wlasnie jest super w dzieleniu domu z fajnymi ludzmi. Mozna razem wyjsc, a nie trzeba sie wczesniej na to umawiac. Po prostu -Jestes glodna? -Jestem. -To chodzmy do Venue.

I to jest kolejna super sprawa. Moj dom jest zlokalizowany na tyle blisko Venue, ze mozemy tam pojsc. Wlasciwie moja okolica jest pelna restauracji. Co moze byc interesujacym odkryciem dla tych, ktorzy uwazaja, ze w Kabulu nie ma nic po za wojskiem. Restauracje dzielimy na expackie i nie-expackie. Jak je rozrozniamy? W nie-expackiej idac sama na lunch czulabys sie niezrecznie. Jako kobieta. W expackich, przekraczasz brame, mijasz ochroniarzy z karabinami, ktorys przeszukuje Ci torbe, ktos sprawdza Cie wykrywaczem metalu, przekraczasz kolejna brame (drzwi pancerne) i wchodzisz do swiata ktory pachnie kolonializmem zmieszanym z czym... no wlasnie z "Kabulem". Ale nie tym "Kabulem" ktory istnieje na prawde, ale tym ktory kazdy z nas buduje w swoim - no wlasnie, czym? - sercu.

Ostatnio bedac na BBQ uslyszalam rozmowe, ktora mnie zadziwila. Otoz poznalam narodowa reprezentacje Afganistanu w ... polo na sloniach. Tak, tak. Takie rzeczy robi sie chyba w Katmandu, jesli dobrze pamitetam. Wykupujsze uczestnictow w konkursie, slonia wyporzyczasz. I grasz sobie w polo b. dlugim kijem. Z grzbietu slonia. Uczestnictwo w konkursie kosztuje 12 tysiecy. Dolarow. Do tego hotel. Przelot. Jedzenie. No i jezeli chcesz  wypelniac akwarium dzinem od czasu do czasu - to wiecej. W kazdym razie - co jest wazne - konkluzja opowiesci od polo na sloniach bylo to, ze reszta druzyn bardzo nie lubila narodowej reprezentacji Afganistanu, poniewaz -tu cytat- zachowywalismy sie tak jak bysmy wyszli z Gandamaka. Gandamak to po za traktatem, ktory przyznal Pasztunistan Indiom/Pakistanowi, to knajpa, pub - stylizowany na XIX wieczna oficerska kantyne. No w sensie kanjpe dla oficerow angielskiej marynaki wojennej - ryciny okretow pod zaglami. Mapy morskie. Mapy morskie! Co za ironia losu. Przez traktat zwany Gandamakiem (prosze sprawdzic, bo wiem to ze zrodel mowionych) obecny Afganistan nie ma dostepu do morza. A tu taki hit.
W Gandamaku na pierwszym pietrze wisi napis "Afganczykow i muzlmanow NIE obslugujemy". Podobno wlasciciel poszedl siedziec za sprzedawanie alkoholu muzulmanom i to go tak nastroilo. W kazdym razie Gandamak ma swoj klimat. Jedni go lubia, inni nie (X- Nie chodze do lokali gdzie nie wpuszczaja Afganczykow! Y- W koncu knajpa, gdzie moge sie zrelaksowac). W kazdym raze "zachowywac sie jak po wyjsciu z Gandamaku to byc glosno, byc wulgarnym, odreagowywac". Prosze sobie wyobrazic odreagowywanie takiego czegos, czego niektorzy tu doswiadczaja. Jazda.
Tak wiec nasza druzyna narodowa nie byla lubiana bo tam taki swiat och i ach, a oni tacy "Gandamak". A co konkretnie? No wlasnie zdazylo im sie napelnic akwaium dzinem. A potem je oproznic.

Kabul. Miasto zakurzone. Obskorne. Postsowieckie. Ortodoksyjne. Biedne. Bogate. Pelne dzwiekow. Suche. 

wtorek, 3 lipca 2012

Afganistan - rady

Goracy dzien w Kabulu. Spedzilam poranek w banku, gdzie byla cudowna klimatyzacja, a potem dwadziescia minut w korku, w taksowce. Ubrana na czarno. W bialym szaliku przykrywajacym wlosy. Zakutana od kostek po czubek glowy. Czulam sie jak w suchej salnie.

Ten wpis jest odpowiedzia na to co znalazlam w statystykach bloga - ktos na niego trafil wyszujac fraze "jade do afganu rady". Sluze wiec porada, bo chociaz napewno nie wiem "wszystkiego" podziele sie tym co wiem.

Co powinienem zrobic przed wyjazdem do Afganistanu i na miejscu?

1) Pierwsze i najwazniejsze - przeczytac gdzie tak naprawde jedziesz i zdac sobie sprawe, ze tu "nic sie nie dzieje dopoki nic sie nie dzieje". Zdaje sie, ze Afganistan wciaz jest "strefa wojny", wiec trzeba miec tego swiadomosc. I z ta swiadomoscia sie decydowac.

2) Ubezpieczyc sie. Dzieki mojej Mamie ogarnelam ten temat, bo sama pewnie bym to zignorowala, ale to WAZNE. Ostatnio poznalam dziewczyne, ktora musiala byc z przyczyn zdrowotnych ewakuowana z Konga do Kanady i nie byla ubezpieczona.... Oplate za ta przyjemnosc bedzie placic do konca zycia. A nie zarabia malo.
Jestem ubezpieczona w Warcie (to nie jest reklama) i wiem, ze sa dwie opcjie - zwyczaja + atak terrorystyczny. Zwczajna oznacza, ze jak zlamiesz noge to zrefunduja Ci leczenie. Jesli jednak zlamiesz noge w wyniku ataku terrrystycznego - to sorry, ale nie. Opcja druga oznacza, ze pokryja Ci leczenie wszystkiego co wyniklo w wyniku dzialan wojennych i terroryzmy. Ta przyjemnosc kosztuje - jesli dobrze pamietam - 1700 zl za miesiac.

3) Zaszczep sie. Sprawdz na co musisz sie zaszczepic w danym roku - to sie zmienia z roku na rok i zrob to. Zaowocuje to wydaniem Ci zoltej ksiazeczki szczepien. Nie ignoruj. Twoje zycie bedzie trwac jeszcze troche. Chcesz je przezyc z mysla, ze zignorowales cos przez co np. boli Cie brzuch?

3.5) Kup lekarstwa. Zapas Nifuroksazydu jest obowiazkowy. Tutaj nie maja nic co Ci pomoze na zatrucie pokarmowe oprocz antybiotykow (ktore kupisz bez recepty i ktore sa smiesznie tanie), ktore to wyniszcza Ci organizm. Ja przez pierwsze pol roku chorowalam srednio co dwa tygodnie. Kiedy zdajesz spobie sprawe, ze nosisz w torebce "prewencyjenie" antybiotyk ktorym leczy sie waglika - to znak, ze cos tu nie gra. Nifuroksazyd jest ok. I wez cos co Ci pomaga na przeziebienie. I WODE UTLENIANA lub SPIRYTUS. To chyba ma zwiazek z prohibicja, ale oni nie sprzedaja takich rzeczy. Trzeba sie dezynfekowac takimi srodkami uzywanymi do operacji, ktore brudza "forever".

4) Kup odpowiednie ubrania, bo tu ich nie kupisz. Kup zwlaszcza buty. Jezeli jestes kobieta i masz rozmiar stopy powyzej 39 - zapomnij o kupowaniu czegos w Kabulu. Nie znajdziesz.
Mozesz oczywiscie uszyc sobie ubrania, ale zeby to zrobic musisz pojsc do krawca, a pojscie do krawca bedzie wymagalo od Ciebie wyjscie poza Twoja bezpieczna strefe, kontakt z miejscowymi - a do tego trzeba "dorosnac".

Zima&Lato. Zima bedziesz zamarzac, a latem bedziesz sie pocic. Nigdy nie bylam w Indiach, ale Ci co byli mowia, ze tu jest duzo lepiej, bo to "dry heat". Pamietaj wiec, zeby kupic tez dobrej jakosci dlugie spodnie, ktore beda przwiewne. Na zime zaopatrz sie w rekawiczki, ktore umozliwa Ci pisanie na komputerze. Ja sie prawie nabawilam odmrozen piszac 10 godzin dziennie przy -5 w biurze. 

Ubrania to jest cala epopeja. Po pierwsze droga Czytelniczko - Zaopatrz sie w koszule z dlugimi rekawami. Dlugi rekaw podwiniesz w biurze i oposcisz kiedy wyjdziesz na ulice. Koszula powinna zaslaniac Ci tylek. Nie bedziesz lubic sposobu w ktory na Ciebie patrza jezeli tego nie zrobisz.

5) Zacznij sie bac.
Generalnie - nic tu sie zlego nie dzieje. Codziennie wstaje rano, patrze na gory. Jade do pracy. Pracuje, jem lunch. Wieczorem widze sie ze znajomymi. Imprezujemy. ALE. Jak tu przyjechalam, jedna madra dziewczyna powiedziala mi, ze nalezy sie bac, bo to spowoduje, ze sam siebie nie wystawisz na niebezpieczenstwo. Nie chodzi o codzienna panike "dzis napewno zaatakuja", ale jak slyszysz serie z karabiny maszynowego to moze lepiej nie podchodz do okna zobaczyc "co sie dzieje". Moze lepiej nie spaceruj w nocy z jednego konca miasta na drugi. Moze lepiej nie flirtuj z Afganczykami.

6) Uspokoj sie.
Ludzie, ktorzy Cie otaczaja w generalnej wiekszosci absolutnie nie chca Cie skrzywdzic. Oszolomy zdarzaja sie wszedzie. Badz mily i cierpliwy wzgledem napotkanych lokalsow i mimo, ze beda wydawac Ci sie niezorganizowani i leniwi - nie masz prawa traktowac ich z perspektywy rasistowskiej swini. Byc moze bedzie to od Ciebie wymagalo medytacji. Przygotuj sie na to.

7) Dbaj o kondycje
Nie moge sobie wyobrazic bardziej siedzacego trybu zycia niz Kabul. Dom-Taxowka-Office-Taxowka-Part-Taxowka-Dom. Kabul oferuje darmowe lekcje Tanga i Salsy. Platna (cudna) joge. Silownie. Silownia w Hotelu Serena jest droga. $30 za wejscie. W zaleznosci od stosunku Twojej pensji do frustracji, silownia bedzie warta zaplacenia tej ceny lub nie. W Serenie masz tez basen na ktory jako kobieta mozesz przyjsc w kostiumie kapielowym.

8) Zapomij o karcie platniczej.
Uwaga. W Kabulu bankomaty dzialaja, ale czasem nie dzialaja. To czasem jest glownie wtedy gdy akurat skonczyla Ci sie gotowka. Wyplacaj kase "na zas" lub popros szefa, zeby wyplacal Ci czesc gotowki, a czesc przelewal na konto.

9) Szanuj lokalna kulture. Nie poklepuj osob przeciwnej plci. Nie mow, ze burka jest glupia. Nie mow publicznie nic zlego o Mahomecie. Nie przyznawaj sie, jezeli uwazasz, ze Amerykanie maja swiete prawo do robienia w Afganistanie co im sie podoba, ani, ze Pakistan jest super. Sprobuj nauczyc sie Dari. A napewno naucz sie ich cyfr. Inaczej zawsze przeplacisz.

From Kabul with love ;)





poniedziałek, 2 lipca 2012

Working time

W Afganistanie ludzie pracuja znacznie wiecej niz w Polsce. Zacznijmy od 6 dniowego tygodnia pracy. Dwa dni weekendu maja tylko pracownicy ambasad, advisorzy w ministerstwach i niektorzy pracownicy NGOsow. Z mojej prespektywy (osoby, ktora przez trzy tygodnie przed urlopem nie miala wolnego dnia + po urlopie jeden), ludzie, ktorzy pracuja w Polsce maja baaaaardzo duzo wolnego czasu. Aha. Jeszcze fakt, ze Wy tam pracujecie po osiem godzin dziennie, a ja nigdy nie pracuje mniej niz dziesiec. Ale nie marudze. C'mon. Tylko Wam mowie, jak jest.

Co sie robi po pracy? Wczoraj zrobilismy sobie nocne kino letnie. Slovak i Mexican ustawili projektor u siebie w ogrodzie, wyniesli poduchy, drewniane siedzisko i ogladalismy kreskowke Monsters vs Aliens. Pol roku nie bylam w kinie, wiec "wielki ekran" mnie wessal. Kiedy nadeszly napisy koncowe okazalo sie, ze obaj moi towarzysze chrapia! Co by nie bylo, dla mnie to byla uczta kinomana.
Po filmie przyszli Irlandczyk i Nasir (Amerykanin z Kaliforni o Afganskich korzeniach), zeby ogladac final Euro, na tym wlasnie duzym ekranie. Strasznie sie fajnie zrobilo jak przyszli i nawet chcialam zostac, ale w ktoryms momencie poczulam sie tak zmeczona, ze po prostu nie dalam rady. Tasowka i dom.

Wydaje mi sie, ze juz o tym pisalam - o mojej specyficznej relacji z taksowkarzami. To moze byc caly watek na ten temat. Otoz, taksowkarze z mojej ulubionej korporacji nazywaja mnie Dahtar Blossom - Blossom Girl, poniewaz kiedys mieszkalam przy Blossom Hospital i zawsze tam ich wydzwanialam. Kiedy sie przeprowadzilam moje miejsce nazywaja Blossom House. Nie ma ono nic wspolnego z Blossom Hospital - jest po drugiej stronie Kolola Pushta Hill - ale to "Blossom" powedrowalo za mna.
W piatek nie moglam wypacic pieniedzy z bankomatu. Zjedzilismy z Puculkowantym Taksiarzem caly Kabul w poszukiwaniu bankomatu, ktory bedzie dzialal i NIC. Piatek - nawet bankomaty maja wolne. W konsekwencji wisialam mu ze 20 dolarow. Mowie mu - widzisz co sie stalo, zaden ATM nie dziala, zaplace Ci nastepnym razem, ok?
A on nie tylko, ze ok, ale ze... pozyczy mi kase! Bo przeciez wie, ze mu oddam! No bo nie moze byc tak, ze nie mam nawet afgani.
Oczywiscie bardzo grzecznie i szczerze podziekowalam. Ale zapamietalam, jeszcze sie tak nie zdarzylo, zeby mi taksiarz chcial kase pozyczac.

Nie wiem kiedy to przeczytacie, ale jezeli w pracy, to zycze Wam udanego hmm... poniedzialku

piątek, 29 czerwca 2012

Love-Kabul-Nature-Fire

Właśnie wróciłam z niesamowitego koncertu. Wyobraź sobie, że jest księżycowa noc w Kabulu.P rzekraczasz brame jednego z ogrodów. Mijasz starszego Czlowkidora w tradycyjnych afgańskich szatach, wchodzisz, a na trawie wśród drzew granatu, wśród migdałowców i figowców siedzą na trawie i pod baldachimami piękni - w świetle świec - ludzie. Afgańczycy, cudzoziemcy.  Rozmawiają, popijając czerwone wino. Trawa jest tak intensywna, że prawie granatowa. Rozpoczyna się koncert. Gra wiolączelistka i perkusistka. Zdejmujemy buty gdy siadamy na afgańskich dywanach. Znajome twarze. Wiolączelistka jest smukłą blondynką o słowiańskim rysie i amerykańskim wychowani, perkusistka być może ma afgańskie korzenie. Woda i ogien. Woda ognista. Zaczynają grac, świece migoczą, improwizują. Mieszają brzmienia z poezją. Improwizują - rozmawiają. A na bis proszą, żeby publiczność powiedziała cztery słowa, a one ułożą je i zaimprowizują. Cztery słowa: love, Kabul, nature, fire. I tak właśnie zagrały. 

wtorek, 26 czerwca 2012

Dzień z expatami, przecinki i styl

Expat - co może już gdzieś wyjaśniałam - to ktoś kto mieszka po za ojczyzną. Bycie expatem nie oznacza bycia rezydentem jakiegoś kraju (do tego trzeba zdaje się pół roku zamieszkania i jakieś formalności związane z podatkami), ale po prostu praca, czy mieszkanie "za granicą". Tak więc na wszystkich nie-Afgańczyków mówimy tu "expats" - expaci. A zatem miałam dziś kilka miłych doświadczeń z expatami. Zaczynając od bardzo fajnej rozmowy z Amerykaninem o tym czym jest antropologia we współczesnym rozumieniu i gdzie można ją zastosować w praktyce, potem bardzo miłe spotkanie w Fineście, a na koniec uroczy "diner" z Francuzem.

Rozmowa o antropologii była bardzo ciekawa, bo to fajne usłyszeć od kogoś kto ma o niej trochę pojęcia ale z innej "narodowej" perspektywy. Mówiliśmy o roli antropologa w organizacjach. Że np. firma/korporacja zatrudnia antropologa, żeby poznać realne problemy pracowników i zapewnić im lepsze funkcjonowanie w miejscu pracy. Jego argument był taki: każdy powinien rozwiązywać problemy sam. A system powinien się trzymać z dala od tego. Jakie to "amerykańskie". Antropolog nie jest potrzebny, bo przecież każdy może wyartykułować swoje potrzeby do menedżera średniego szczebla. Czyżby?

Spotkanie w Fineście (pamiętamy, że Finest jest jak połączenie Tesco i Kuchni Świata dla expatów i zamożnych localsów, możesz płacić i w dolarach i w Afgani - czyli taki Pewex) - przyszłam do kasy, zostawiłam zakupy bo musiałam wrócić po jedną zapomnianą rzecz, w tym czasie kasjer obsłużył Afgańczyka i zaczął Expatke po pięćdziesiątce (szalik na głowie przykrywający krótkie mocne, siwe włosy) która tak jak ja czegoś zapomniała i na chwile odeszła, w tym czasie podchodzę daje moje rzeczy kasjerowi, ona wraca. Czyli, że się wepchnęłam. Chwila namysłu
- Bardzo przepraszam, że się wepchnęłam (uśmiech)
- Oh, nic nie szkodzi (uśmiech)
Płacę, odchodzę. Ona:
- Miłego wieczoru życzę!
-Oh! Nawzajem!
Takie to miłe, uprzejme, pozytywne. Pierwszy raz ją widziałam. Wepchnęłam się. A ona mi szczerze życzy miłego wieczoru. No po prostu miłe.

Kolacja z Francuzem. Jakie to fajne rozmawiać z non-English-speaker. Nie trzeba się głowić co on właściwie ma na myśli używając tych wszystkich amerykańskich fraz i skrótów. Po prostu jesz dobre jedzenie i rozmawiasz o rzeczach interesujących. I pojawił się wątek z poranka "rola systemu w życiu człowieka". Francuz lewicuje, więc bardzo otwarcie powiedział, że ubogimi i ludźmi w kłopocie powinno zajmować się państwo jako instytucja, a nie prywatne organizacje czy jakieś NGOsy. Państwo powinno się zajmować problemami ludzi. System powinien móc umożliwiać rozwiązania. Jakie to inne od tego co powiedział Amerykanin o rozwiązywaniu problemów w korporacji. Jakie to "europejskie".

Oczywiście mówiąc w tej notatce o czymś "europejskim" i "amerykańskim" generalizuję i bazuję na stereotypach. Ale fajnie mi się tak złożyły te dwie rozmowy w całość. Choć nie jestem pewna, czy mój tok rozumowania jest jasny w tym co napisałam.

Co do przecinków i stylu - praca z prawnikami ma swój jeden zasadniczy plus. Oni są niesamowicie uważni jeżeli chodzi o to w jaki sposób się pisze. Interpunkcja jest wyznacznikiem statusu intelektualnego. To jest super. Wiecie ile można się nauczyć? Mega. To moja szkoła skrupulatności.

Co oczywiście nie znaczy, że wiem jak używać znaków przestankowych po polsku.
":.,,,,>,,,>?
Do czego pewnie nie powinnam się przyznawać, ale jak się mnie czyta - jest to oczywiście oczywiste.

Na zakończenie - o to co mnie spotkało, kiedy chciałam sobie obejrzeć głupie obrazki na kwejku:



Pierwszy raz w życiu coś takiego widzę. Tak więc Wy wszyscy co macie wolność słowa i dostępu do informacji - doceniajcie :)



niedziela, 24 czerwca 2012

Zachód słońca

Nie mogłam odmówić sobie takiej przyjemności. Po prostu wyszłam z pracy wcześniej (przed siódma byłam już w domu), żeby tak po prostu pobyć trochę ze sobą. Po prostu po uśmiechać się do świata, poczytać książkę, porobić zdjęcia. Może to te różowe chmury, może słońce które podświetla góry. A może po prostu ilość pozytywnej energii w pracy. Coś sprawia, że moje serce czuje się szczęśliwe, że wróciłam. Albo to wszystko razem wzięte. Czuje się zrelaksowana. Zabawne, prawda? Zrelaksowana w Kabulu.

Dzisiaj była idealna pogoda. Było ciepło, ale nie tak, że chcesz chodzić nago, tylko tak przyjemnie, kojąco ciepło. Nieśpiesznie i dokładnie wykonywałam swoje obowiązki w pracy, ciesząc się kolejnymi zadaniami, które po prostu sprawiały mi przyjemność. Czułam się zrelaksowana i szczęśliwa. Dziękuję za to :)

Ponad tydzień temu wyruszyłam z Polski - najtańszym połączeniem do Afganistanu - Warszawa-Kijów (autokarem Ecolines) następnie noc w hostelu, który bardzo polecam "Kiev Central Station" prowadzonym przez Brazylijczyka i jego dziewczynę z Polski. Niestety nie pamiętam jak się nazywała, ale była bardzo, bardzo fajną osobą, która powiedziała mi rzecz następującą:
- Skończyłam ukrainistykę na UJocie i w tym samym czasie dużo imprezowałam w hostelu. Potem pomyślałam, żeby to jakość połączyć i wspólnie z koleżanką założyłyśmy nasz maleńki hostel w Kijowie. Zaledwie na dwadzieścia osób. Wzięłyśmy kredyt w banku, znalazłyśmy mieszkanie, wynajęłyśmy je i już. Tak od trzech lat. Wtedy to była nisza. Osiem hosteli. Dziś jest pięćdziesiąt! Wiesz jak to jest - po prostu znajdź miejsce w którym chcesz pomieszkać i otwórz hostel. 
Uśmiechnęłam się do tej myśli. No proszę, jak to życie podtyka pomysły i w dodatku dokładnie tłumaczy jak je wykonać. Dzięki temu spotkaniu dostałam takie ABC hostelarstwa. Pomyślałam - No dobrze Aleksandro, to czemu byś tak nie uskładała kasy z Afganistanu i nie otworzyła gdzieś hostelu? - A jednak w sercu Aleksandry obudził się mały opór. Że jednak nie, bo to co sobie cenie to taka wolność. Takie "nie-do-końca-przywiązanie-do-miejsca", a ciężko wyobrazić sobie coś co przywiązuje bardziej niż hostel i goście o których trzeba dbać. Albo, po prostu, nie znalazłam jeszcze "TEGO" miejsca na hostel. Jak znajdę to Wam powiem, ale raczej nie na blogu "doafgu".
To co jest moją wielką miłością to podróże. Dobrze ujęła to Elizabeth Gilbert pisząc:
"... traveling is the great true love of my life. (...) I am loyal and constant in my love for travel, as   I not always been loyal and constant in my other loves. I feel about travel the way a happy new mother feels about her impossible colicy, restless new born baby - I just don't care what it puts me through. Because I adore it. Beacause it's mine. Because it looks exactly like me. It can barf all over me if it wants to - I just don't care."
Jeżeli chodzi o "wymiotowanie na mnie całą" to Afganistan jest całkiem blisko, chociaż muszę przyznać, ze wzięcie z polski Nifuroksazyd było najlepszym pomysłem ever. Wczoraj obyło się bez antybiotyków, a dziś czułam się już naprawdę dobrze. Że tak się uzewnętrznię.  
Zachód słońca dobiega końca. Mułła już wołał na modlitwę. Ale zanim zaszło słońce, w moim ogrodzie było tak: 
Mój ogród w domu przy ulicy Szóstej. Po prawej duży dom.  Na wprost  mały domek  w którym mieszkają  Wiolonczelistka i Restaurator.


Pergola z winoroślami. I drabina oczywiście. 
Kiedy mieszkałam w budynku Radia, kiedy tam pracowałam, wracałam czasem wieczorem ze spotkań różnorakich i wchodząc byłam szczęśliwa, że tam mieszkam. Ale kiedy przeprowadziłam się tutaj z zalała mnie fala radości. Takie cudne miejsce (którego uroku nie oddają przygaszone kolory wieczoru). Ciekawe czy będę lubić mój kolejny dom - wszyscy się razem stąd wyprowadzamy, więc szykują się zmiany. Będę mieszkać jeszcze bliżej pracy, może będę dzięki temu do niej chodzić. Wiolonczelistka mi powiedziała, że tamten dom jest fajniejszy niż ten. Zobaczymy. 


A jak wyglądał zachód słońca? Nad dachami Kabulu?




Dziś chce mi się mówić o pięknie.

wtorek, 19 czerwca 2012

Terminal 2 - powrot

W samolocie z Kijowa do Dubaju mialalm jedna z najdziwniejszych przygod zycia. "Najdziwniejszych" to jest dobre slowo.

Zaczelo sie na lotnisku Boryspol, flydubaj zmienil czas odlotu z Kijowa, zapytalam wiec mlodzienca o Arabskim rysie, stojacego przede mna w kolejce, czy to wciaz ten sam lot czy cos sie zmienilo. Mlodzieniec (w kapeluszu) odpowiedzial, ze wciaz lot ten sam i nawiazal konwersacje. Ze leci do Kuwejtu przez Dubaj, a ja gdzie? Kabul?! Dlaczego Kabul? Ksiegowa? "hahaha" Podsumowal, ze cieszy sie, bo ma nadzieje, ze usiadziemy kolo siebie w samolocie to sobie porozmawiamy. Ja oczywiscie mialam nadzeje, ze to nasza ostatnia rozmowa. Tak jednak nie bylo. Jak powiedzial, tak zrobil. Usiadl kolo mnie w samolocie. Zaczelismy rozmawiac i rozmawialo sie niezle. Opowiedzial mi, ze pracuje obecnie w firmie zajmujacej sie ropa w Kuwejcie, ze ile bym nie zarabiala jego pensja jest dwa razy wyzsza i ze jest szczesliwy, bo kiedys nauczyl sie zyc za male pieniadze, a teraz gdy zarabia duzo cieszy sie, ze moze pozwolic sobie na wiecej, ale tez szczerze docenia to co ma. Razem podziekowalismy Bogu za to, ze mozemy byc szczesliwi w zyciu i wypilismy kawe. Po jakis dwuch i pol godziny nadszedl dla mnie czas na sikunde, tak wiec przeprosilam jego oraz starszego Ukrainca siedzacego na miejscu brzegowym i udalam sie na koniec samolotu. Nie bylo mnie 2 minuty. Wracam, goscia nie ma. No, nie ma go. Zostawil swoja wode w butelce, wiec myslalam, ze wroci, ale nie wrocil. Zaczelam sie denerwowac, bo to dziwne, ze facet znika w samolocie. Wstaje i szukam kapelusza - no przeciez byl w kapeluszu. Takiej pseudo-panamie. W samolocie nie ma goscia w kapeluszu. Dobra - mowie sobie - pewnie sie przesiadl. Moze zobaczyl kogos znajomego, a moze fakt, ze mam "fionce" zniechecila go do dalszych konwersacji. Po chwili cos mi swita - moze cos mi ukradl. Sprawdzam - wszystko jest. To moze cos podrzucil? Sprawdzam - nic nie ma. No dobra. Goscia naprawde tu nie ma. Po chwili zaczynam myslec, ze on albo w ogole nie istnial, albo to naprawde dziwne. Ale to by oznaczalo, ze przez dwie godziny gadalam do siebie. To oczywiscie nie mozliwe. Nie wrocil tez po swoj bagaz podreczny, a jak potem sprawdzilam wcale go nie bylo tam gdzie go wlozyl. Naprawde juz bylam sklonna uznac, ze byl mojim zwidem, ale tuz przed ladowaniem starszy Ukrainiec sie obudzil i rzucil zartem - Ten trzeci pasazer to chyba wysiadl wczesniej.- Jesli tak to mam nadzieje, ze wyladowal bezpiecznie.

Obecnie siedze sobie na terminalu dwa w Dubaju i ogladam sobie okolo 40 kobiet po piecdziesiatce, ktore wygladaja jak zorganizowana plielgrzymka do Mekki. Wszystkie w czarnych hijabach (nie zakrywajacych twarzy) niekrore siedza na posacce, inne na krzeselkach. Towarzyszy im 6 mezczyzn, starszych i jedna dziweczynka ok. lat 12. Niektore zaczely sie pokladac miedzy rzedami siedzen. W koncu czucje zapach kadzidla, cynamonowy, przyjemny dymek, podosze wzrok - jedna z kobiet zapalila skreconego papierosa. W srodku terminalu. Zaciaga sie, obserwuje. Delektuje sie dymem. Nie przykuwa niczyjej (poza moja) uwagi.

Kiedy przekroczylam bramy terminalu dwa usmiechnelam sie i dopiero po chwili przywolalam serce do porzadku - ci ludzie nie sa cudowni, trzeba o tym pamietac, sa po prostu inni.

Moja nowa zabawa to - wypatrz tych z Kabulu. Sa dzis w nocy dwa loty do Afgu - pierwszy to Ariana o ktorej to linii lotniczej kompletnie zapomnialam, a drugi moj FlyDubaj. Wiec musza tu byc jacys "ziomkowie". Afganczykow latwo wylawiam z tlumu - broda, kamizelka, pizama i mina krola swiata. Ale ja szukam expatow. Ten chlopak po mojej lewej, ktory zasiadl w Costa Coffee i nerwowo pracuje na laptopie z i-muzyka na uszach. On ma przybrudzone buty. Takim kurzem bezowo-blotnym. I jeszcze sie nie zbiera (no tak, do mojego lotu jeszcze 4 godziny).

Moze ten starszy zrelaksowany brytyjczyk po 60tce, w nonszalanckim (i szalenie drogim) letnim stroju? I moze jeszcze kobieta podozujaca samotnie - ciemne wlosy + no-make up style? Chlopaka z przykurzonymi butami i dziewczyne no-make up laczy ten sam brak ekscytacji odrozniajacy ich od reszty pasazerow szczerze przejetych swoim pobytem na terminalu 2.

Chlopak wyciaga papiery. Pracowac o polnocy na lotnisku w Dubaju? On musi byc z Kabulu. Zaraz - to calkiem nieglupi pomysl, wszak mam cos jeszcze do zrobienia do pracy.

5 min. pozniej

Przybrudzone buty zaczal mi rzucac ukratkowe spojrzenia. Zastanawiam sie czy ja wygladam "na Kabul"? Moge wygladac, moge nie wygladac. Nie mam na sobie szalika, mam za to koszule z dlugimi rekawami. Wlosy spiete i "no make up". Dlugie spodnie i rozpadajace sie trampki. Mam tez prawie pusta kawe i maskuje sie laptopem.

Przeczytalam wczoraj i dzis "Dzienniki Kolymskie" Hugo-Badera. Tak, zeby nie bylo, ze mi jakas ksiazka po polsku do KBL zostala. Wracam do swiata bez mojego jezyka. Jezyka, ktory dwa tygodnie temu byl dla mnie martwy, a w koncu odzyl i rozkwitl - byc moze po raz pierwszy jaram sie na to jaka polszyzna jest wykurwiscie piekna. A serio, to uderzylo mnie to jaki moj jezyk ojczysty jest cudny, jak brzmi, jak wyrarza mysli, jaka uznaje logike. Pewnie nigdy nie naucze sie w nim pisac bez bledow ortograficznych, ale nie w tym rzecz. Cudownie mi sie rozmawia po polsku. Cudownie. Moge bawic sie niuansami i podszywac wypowiedzi ironia. Dzisiaj w samolocie staralam sie byc zabawna po ukrainsku i bylam - bardzo niezamierzony sposob.

Ukrainski mi troche uciekl. Ale to jest temat na osobna historie. Chcialam tylko Wam powiedziec drogie dziatki, zeby Wam do glowy nie przyszlo myslec, ze polski jezyk jest nam niepotrzebny, bo i tak wszystko po angielsku. A fe. I do Szymborskiej marsz!

15 minut pozniej

Spotkalo mnie cos tak milego w tak niespodziewanym miejscu - chyba najbardziej bezdusznym jakie mozna sobie wyobrazic - w sklepie Duty Free, o pierwszej w nocy w Dubaju. Chlopak z dzialu elektronicznego... podarowal mi adapter do kontaktu! Wlasnie tak! Przyszlam kupic, a on wyciagnal jeden z szuflady i powiedzial "Ktos tu taki zostawil, a my go nie potrzebujemy, prosze." Dlatego moge skonczyc to pisanie i je opublikowac - power is back.

Szeroka Arabka wcina frytki, rozczulili mnie rosyjskojezyczni pasazerowie lotu "Taszkient" ktorzy biegali do okola i usilowali znalesc wejscie do bramki nr. 4 - przy okazji zasmiewajac sie do rozpuku. Pielgrzymak do mekki prosila mnie o herbate, ale nie mialam drognych na automat - chyba na swoje szczescie, bo kupujac jednej musialabym chyba kupic wszystkim czterdziestu. Zaiterweniowal ich opiekun. A tak sie ladnie do mnie usmiechaly, ze kurcze, az chcialam je uszczesliwic. Choc swoja droga to troche bezczelne prosic obca osobe o herbate. Albo wlasnie cwane. Bo serio chcialam kupic.

Przyleciala Czarna Afryka. Smukle sylwetki, wlosy schowane pod chuste upieta nie-po-Arabsku-ani-Afgansku. Piekne wystajace kosci policzkowe, dlugie palce.

Dwoch Szejkow rozsiadlo sie nad kawa w papierowych kubkach.

Filipnczycy sprzataja i sprzedaja.

A Polka pisze.
  

niedziela, 27 maja 2012

Oddech

Oddycham majowym powietrzem Kabulu. Jest pieknie. Kwitna wielkie roze w ogrodach za murami. Czesto pada deszcz, wiec powierzte jest swieze i czyste. Niebo blekitne. Kiedy budze sie rano widze osniezone wierzcholki smoczych gor. Odetchnelam bo wykonalam jedno z tych duzych zadan w pracy. Czuje sie jakby mi ktos zdjal obrecze z serca. Napewno beda jakies komentarze i zmiany, ale tym razem mialam wystarczajaco duzo czasu, zeby przeanalizowac i sprawdzic co oddaje. Dlatego tez sie usmiecham. Przyszlam dzis rano do pracy. W biurze pachnialo chlebem swiezo pieczonym przez Maje z Uzbekistanu, ktora od tygodnia dla nas gotuje. Siedze sobie wygodnie i mam przed soba perspektywe przylotu do Europy, do Polski. Ciesze sie tym momentem. Life is good.

wtorek, 22 maja 2012

Dramaty mijajacego tygodnia i tecza w poincie

Dramaty mijajacego tygodnia to wpis o tym co wydarzylo sie od ubieglebo piatku do dzis. Zaczelo sie mocno. Zaczelo sie od trzesienia ziemi. Zupelnie powaznie, choc brzmi to absurdalnie dla osob z Polski, przezylam w Kabulu trzesienie zmiemi 4.8 w skali Richtera. 4.8 jest opisane jako "odczowalne przez wiekszosc osob, nieszkodliwe". Takie tez bylo - wiekszosc ze znajomych zdala sobie sprawe co sie dzieje, ale Domenic z ktorym dziele biuro nawet nie zauwazyl, ze cos sie stalo. Zadnych zniszczen. Ale wystarczylo, zebym poczula sie zagrozona i zadzwonila do mojego ziomka z Mexyku, on do mnie - Nie badz beksa, u nas w Mexyku ziewamy na wszystko ponizej 7. 7 w skali Richtera jest opisane jako "powazne zniszczenia". A potem zostalo mi wyjasnione, ze tu jest zbyt "skaliscie" zeby cos silniejszego sie wydarzylo. Tylko, ze nie poprzestalam na tym, wydrukowalam sobie 40 stron geologicznej analizy sejsmicznej Afganistanu i juz wiem, ze to nie prawda. Ale jest nadzieja, ze bedzie dobrze, bo Kabul nielezy bezposrenio na linnii wystepowania trzesien tylko tak powiedzialabym 50 km na Wschod. Wciaz jest wyzsze prawdopodobienstwo zatrucia pokarmowego niz trzesienia ziemi ;) Bezposrednio po trzesieniu okazalo sie, ze mimo, ze to moj jedyny wolny dzien, ale jest tyle do zrobienia, ze zdecydowalam sie go poswiecic na to co wazne i dokonczyc robote. Myslalam, ze skoncze o 22, 24, 3,... skonczylam o 15 nastepnego dnia co dalo mi 25 przepracowanych godzin i 2 godzinna przerwa na drzemke na biurowj kanapie. Skonczylam. Ale. Czego mozna sie spodziewac po osobie, ktora nie spala 30 godzin i zajmuje sie ksiegowoscia? Bledow. I to nie tych matematycznych ale... ortograficznych i niestety kilku rzeczowych. Przy ogolnym cisnieniu, zblizajacych sie deadlinach, wyjezdzie Szefa i generalnej presji (gigantycznej) odebralam notatke do mnie w jej istniejacym formacie (bardzo ostry jezyk wypowiedzi Kapitana Okretu) bardzo osobiscie. Kto zna mnie i moja obsesje perfekcji tego to pewnie nawet nie zdziwi, ale dopadly mnie emocje. Majac pelna swiadomosc, ze zadanie bylo niewykonalne, wykonalam je. Zagielam czasoprzestrzn, zaginajac siebie. Wlazylam bardzo wielw wysilku. Przepracowalam 25 godzin pod rzad. A potem sie rozchorowalam. A potem zobaczylam ile moja praca wzbudzial w Kapitanie Okretu agresji. Reakcja byla powolna, ale stanowcza. Mowiac krotko dostalam "bardzo dziwnego typu alergii, kiedy lzawia ci oczy, no wiesz i to z pewnoscia ma jakis zwiazek z tym afganskim kurzem". Na szczescie swiadek mojej "alergii" jest gosciem, ktory "cares about people" i nie tylko bardzo mnie zmotywowal, pokazal, nauczyl, zrozumial ale i serio, serio wsparl. Pokazal, ze tak naprawde nic sie nie stalo, a Kapitan Okretu po prostu byl najbardziej zestresowanym czlowiekiem w Wszechswiecie, kiedy to pisal. A potem mielismy rozmowe na tematy ogolne i uswiadomil jedna rzecz. Ja naprawde mam dopiero 24 lata. I w tym swiecie to jest dopiero. Zaczelam pracowac jak mialam osiemascie lat. Byl czas, ze ciagnelam dwa kierunki i pol etatu pracy. Przez pol roku. I myslalam, ze jestm twarda. Myslalam, ze jestem twarda po tym jak przetrwalam zime w afganskim radiu, a jedyna szkoda sa odmrozone dlonie. Ale jeszcze twarda nnie jestem, nie jestem pewna, czy kiedykolwiek sie stane. Dostalam cholernej "alergii" w najbardziej przyjaznym mi miescu w ktorym dotychczas pracowalam. Mieszanka ambicji, presji, nerwow, tego, ze jestem nowa i nigdy wczesniej nie zajmowalam sie finansami, ksiegowoscia + to, ze za murami mojego bezpiecznego biura jest Afganistan. Przed wczoraj w nocy sie rozchorowalam. Wszechstronne problemy zoladkowe. Bywa. Chcialam tu tylko powiedziec, ze zycie jest pelne wyzwan, a ja po moich lzach czuje sie jakby wstal nowy dzien po deszczu. Czuje sie, ze zrzucilam ciezar z ramion i jestem wdzieczna i szczesliwa, ze uslyszalam tyle dobrych slow od osoby ktorj slowa maja tu znaczenie. To wspaniale uczucie, ze ktos z kim pracujesz widzi w tobie czlowieka, a nie tylko maszynke do wykonywania zadan. To niesamowite, ze kogos obchodzi czy dobrze jesz. To niesamowite, ze ktos rozumie, ze nieszczesliwy czlowiek nie bedzie w pelni efektywnie pracowal. To fantastyczne. A Kapitan Okretu nie jest zlym gosciem. Po prostu wszyscy bywamy czasem pod presja. A ponad to co wazne - po deszczu mamy tecze. Szeroko i szczerze sie do Was usimiecham.

niedziela, 13 maja 2012

Niesamowitosci

Duzo sie zmienilo od czasu mojego ostatniego wpisu. Wlasciwie moglabym powiedziec, ze prawie wszystko co dotyczy mojego zycia w Kabulu. Po piewsze moim glownym miejscem zatrudnienia przestalo byc juz radio. Ciagle mam tam swoj program = "give me 5" the best western music bla bla bla, ale nie pracuje juz w dziale rozwoju biznesu. Zaczelam pracowac jako "finance¶legal" w amerykansiej kancelarii prawnej. Mowiac krotko zmiana o 180 stopni. Moje jedyne doswiadczenie z finansami - jak dotychczas polegalo na oddaniu pitow mojej Mamie, ktora to oddawala je ksiegowej. A dzis zajmuje sie rozliczaniem podatkow w Afganistanie. I to nie jest nunde. To jest jakies drugie pytanie, ktore sie pojawia kiedy mowie, ze zmienilam prace z najbardziej niesamowitej jaka mozna sobie wyobrazic - Developement Manager w Afganskim radiu na Finance&Paralegal w amerykanskiej kancelarii w Kabulu. Nie - to nie jest nudne. Mowiac szczerze - niesamowicie mi sie podoba. Wszystko jest nowe - to raz, moje dzialania maja swoj gleboki uzyteczny sens, poznaje system ktory dziala wedlug regul, o ktorych nie mialam pojecia. Ucze sie jak funkcjonuje firma - nawet nie konkretnie ta, po prostu - jak robi sie ksiegowosc, jak rozlicza sie to i tamto - jak taki obiekt funkcjonuje w przestrzeni prawa Afganistanu. I to jest MEGA. Nie slizgam sie po powierzchni dzialan pozorowanych tylko jestem na drodze do rozumienia pelnego obrazu. Odkrylam dla siebie cos mega - prawo afganskie jest przetlumaczone na angielski, wydrukyje sobie i poczytam do poduszki. Apropos poduszki. Musze kupic poduszke, koldre, poszewke, przescieradlo i juz. Przeprowadzilam sie z radia. Moj nowy pokoj jest niesamowity. Czysty, piekny, jasny. Prawie nic w nim jeszcze nie ma - bo tymczasowo kasy brak na zmiany, ale powaznie jest mega. Ludzie w moim nowym domu sa naprawde fajni. Kazdy ma wady i zalety, ale ogolnie jest zdecydowanie bardziej na plus. Mieszkam z Restauratorem, Wioloczelistka, Francuzem i Dziennikarzem. Wczoraj mialam bardzo mila rozmowe z Francuzem. Odkrylam, ze ma... 23 lata i jest advisorem w ministerstwie. Witajcie w Afganistanie - kraju wielkich mozliwosci. :) Uroczy gosc, cieply, fajny z takim rodzaje wrodzonej ciekawosci wobec otaczajacego go swiata, ktora nadaje zyciu smak. Restaurator, natomiast, ma swoj wlasny lokal w Kabulu - imprezownie&restauracje. Ma tez zylke do interesow, leb na karku, reke do kwiatow i do drewna. Wioloczelistka jest Amerykanka z polskimi korzeniami i polskim nazwiskiem. Nosi duze okulary i blond wlosy upiete w kok, ktory moze wygladac tak naturalnie tylko na osobie, ktora przez lata koncertowala w szkole muzycznej. Restaurator i Wiolonczelistka sa para. Wydaje sie, ze bardzo dobrze dobrana i zbalansowana. Ze az dziw. No i dziennikarz - widzialam go raz. Wyjechal na dwa tygodnie do gdziestam. Jeszcze przyjdzie czas sie znim zapoznac. Tak wiec zmiany. Zmiany. Zmiany. I do Austrii lece. Na wesele mojego szefa i "mojej" Polki z Kabulu. Europo - juz nie dlugo :) Szkoda, ze nie dam rady przyleciec do Polski. Ale niestety - kasy nie starczy - taka prawda. Dlatego bede sie bardzo cieszyc tym tygodniem w Austrii. A potem we wrzesniu Polska. Po osmiu miesiacach nie bycia w domu.... I mowiac szczerze - pierwszy raz w zyciu, naprawde czuje cos jak tesnkote za domem. Nie cos takiego, ze "tu mi zle" i chce do domu. Nie. Tu mi dobrze. Ale po prostu ciezko tak na sercu kiedy mysle o rodzinie i chcialo by sie pogadac normalnie itd. Eh. Dosc tej nostalgii :)Jest cudna pogoda, duzo sie ucze, "rozwijam mozg". Otwieram oczy. Jest dobrze.

niedziela, 25 marca 2012

Naw Roz

Afganczycy swietuja Nowy Rok, wraz z nadejsciem wiosny - 20 Marca. Moje Radio, robilo z tej okazji event dla operatora komorkowego MTN - Festiwal Latawcowy. W ciagu jednego dnia w czterech miejscach - glownie Kiting Hill i Quarga Lake (niedaleko Kabulu) rozdalismy 3000 latawcow, ktore jak wiadoma sa tradycyjna zabawka afganskich dzieci, mlodziezy i doroslych.

Moim zadaniem oprocz kontaktu z klientem i pomocy w przygotowaniach eventu, bylo dokumentowanie wydarzenia. Nie moge sie powstrzymac przed opoblikowaniem tego zdjecia. Jednego z 1200, ktore zrobilam tego dnia.

Quarga Lake 20 Marzec 2012 Nawroz Kiting Festiwal.

Lubie moja prace.

poniedziałek, 19 marca 2012

Dzien Kobiet

Stoimy przed wielkim namiotem, pod ktorym odbywa sie Internationale Women's Day w Hazarskiej dzielnicy Dashti-Bashti.









Skosnooka pikenosc czyta wiersze, dzieci i kobiety zartuja, sluchaja, rozmawiaja.




Mezczyzni obsluguja wydarzenie, podaja kazdemu suszone owoce podczas przerwy na herbate, gotuja lunch.



Dziewczyny ze Sport sans frontieres i Afghanistan Libre....


...sa dumne poniewaz event jest sukcesem, mimo ze pierwszym w tej dzielicy calkowicie organizowanym przez lokalna spolecznosci. Slonce swieci.


Nagle slysze smiechy - trzej zamozniej wygladajacy mezczyzni zartuja - tak, to moze i jest dzien kobiet, ale 364 inne, sa nasze, sa dniami mezczyzn. Zartuja do moich francuzek z SSF i AL. One sie usmiechaja. A ja patrze w oczy mezczyzn i wiem, ze to w glebi duszy nie jest zart.



Moja nauczycielka yogi, Sayora z Kirgistanu, z tym swoim bardzo "spiritual" podejsciem, mowi: W tym kraju nie ma balansu energii meskiej i zenskiej. Energia meska za bardzo dominuje. Dopoki tak bedzie ten kraj "will be fucked".

Okolo tygodnia temu dowiedzialam sie, ze w Afganistanie zaczelo obowiazywac nowe prawo, ogloszone przez najwyzszy organ religijny w Afganistanie. Prawo to glosi: kobiety i mezczyzni nie moga pracowac w jednym pomieszczeniu. Moj Szef powiedzial mi, ze kompromis z Talibami. I nie byl tym faktem ideologicznie zdruzgotany, ale dodal, ze nie zamierza sie zastosowac.
Wczoraj dotarla do mnie reszta informacji. Nowe "prawo" wcale nie jest prawem, to tylko sugestia organu religijnego. Sek w tym, ze zostala opublikowana na stronie prezydenta Karzaja, zawierajc rowniez takie paragrafy jak:
- kobieta nie moze byc bita jezeli nie lamie prawa szariatu (czyli jezeli lamie, to moze byc bita)
- kobieta musi nosic hijab
- kobieta nie moze wychodzic bez mezczyzny opiekuna
- kobieta i co wazne - kobieta nie moze sie uczyc wspolnie z mezczyznami,
patrzac na obecny Kabul to absurd. Kazde z tych zdan. Kazde z zalecen. Wystarczy pojsc na Uniwesytet w Kabulu i zobaczyc, ze to jakby cofanie sie do sredniowiecza. Chrzanic hijab. My tu mowimy o wspieraniu przez prezydenta Afganistanu lamania praw czlowieka.



Afganistan: Hamid Karzaj wystąpił za ograniczeniem praw kobiet

Afganistan: Hamid Karzaj wystąpił za ograniczeniem praw kobiet
06.03.2012

6 marca br. prezydent Afganistanu Hamid Karzaj wyraził poparcia dla regulaminu Rady Ulemów oraz duchowieństwa ograniczającego prawa kobiet.

W postanowieniu jest mowa o tym, że kobietom afgańskim nie zezwala się na odbywanie rozmów w miejscach publicznych, w tym w zakładach pracy z mężczyznami, którzy nie są ich krewnymi. Kobiety powinny studiować oddzielnie od mężczyzn oraz nie wyruszać w podróż ani bliższe przejazdy bez towarzystwa mężczyzn.

Karzaj na konferencji prasowej w Kabulu (stolica Afganistanu) oznajmił, że regulamin „nie łamie praw kobiet, lecz wręcz odwrotnie – chroni i odzwierciedla normy szariatu, wedle którego żyje Afganistan”.

Przypomnijmy jednak, że konstytucja Republiki Islamskiej gwarantuje kobietom jednakowe prawa z mężczyznami, więc postanowienia duchowieństwa są sprzeczne z podstawowym prawem państwa.

Szereg afgańskich ekspertów dostrzegło w reakcji Karzaja oznakę tego, że niedługo do władzy w Afganistanie powrócą talibowie, a kwestia kobiet stanie się kartą przetargową w negocjacjach rządu afgańskiego z opozycją zbrojną.

Źródło: fergananews.com
Opracowanie BIS – Biuletyn Informacyjny Studium

Miedzynarodowa spolecznosc kobiet jest oburzona. Wczora slyszalam - my (US), Szwajcarzy, Astralia i Kanada zaplacilismy im za wybory, wylozylismy pieniadze na ich demokracje, a oni? Co oni robia? Lamia konstytucje!

Sytuacja kobiety w Afganistanie zatem sie pogarsza. Pytanie brzmi, jak bedzie wygladac gdy wroca Talibowie. I szczerze - mam nadzieje, ze wtedy juz mnie w Afganistanie nie bedzie i ze bede mogla wtedy pic cappuccino w alternatywnej kafejce Kopenhagi, Sztokholmu, albo moze na rynku jakiegos malego wloskiego miasteczka. Tak, taka jest prawda. Mozemy wywrzec wplyw, mozemy starac sie zmienic rzeczywistosc i nasze wysilki beda miec wymierny rezultat, ale to co Afganistan zdecyduje, wlasnie to sie stanie. Nie to co zdecyduje Spolecznosc Miedzynarodowa. No po poprostu nie w tym kraju.


środa, 14 marca 2012

Indyjska obsesja zlota

Dzis pojechalam odbebrac moj paszport i wize szesciomiesieczna, dzieki ktorej bede miec prawo do wielokrotnych przyjazdow do tego kraju do wrzesnia. Teoretycznie moge tu nawet spedzic swoje urodziny, ktore wypadaja w latwiej do zapamietania dacie - 11 wrzesnia. Sadze jednak, ze tak sie nie stanie, bo narazie potwierdzilam swoj pobyt do konca maja, a potem - zycie jest pelne zagatkowych zwrotow akcji i nie wiadomo co sie wydarzy.

Rzecz w tym, ze dzis jadac po odbior wizy, zabaralismy rowniez zone Masouda, ktora jest muzulmanka z Indii i rzecz jasna tez potrzebuje wizy. Tak wiec, kiedy utnknelismy w absolutnie niemozliwym do wyobrazenia korku, gdzie samochody wzbijaly ten slynny, duszacy, afganski kurz, rozpoczela sie dyskusja o Indiach. Jasmin przekazala mi wiele ciekawych rzeczy, ale dwie zrobily na mnie szczegolne wrazenie:

1) w Delhi mieszka 40 milionow ludzi, czyli wiecej niz w calej Polsce.
- Jestesmy bogaci w zasoby ludzkie - podkreslila - gorzej ze standardem zycia.

2) - W Indiach panuje obsesja zlota, nie zrozumiesz tego - usmiechnela sie.
- Daj mi sprobowac, na czym to polega?
- Zacznijmy wiec od tego, ze podczas studiow mieszkalam w hostelu. Uniwesytet w Delhi jest najlepszy w calym kraju, wiec mieszkaly tam ze mna osoby z roznych czesci Indii. Byly tez dwie dziewczyny z poludnia (Tamiland). Mozesz sobie wyobrazic, ze na codzien kazda z nich nosila na przegubach po dwie grube bransoletki ze zlota? I co wiecej po dwa zestawy zlotych ciezkich kolczykow. Ale to nie koniec, bo jeszcze kazda miala gruby zloty lancuch. A mialy po dwadziescia lat! Kiedy wyjda za maz rodzina da im jeszcze wiecej zlota.
- To wyglada na dobra inwestycje...
- Ale nikt nie traktuje tego w ten sposob. To pokaz statusu splecznego. Showing off.
- To ma sens.
- A najbardziej niesamowie jest to co sie dzieje w swiatyniach. Zwlaszcza hindu. Wyobraz sobie, ze kazdy ma w domu conajmniej 50 gram zlota. I ze kazdy idzie do swiatyni zlozyc ofiare bogom. Swiatynie maja nieprzebrane ilosci bogactwa, ktore gromadza sie przez wieki i nikt tego nie zuzywa, wiec buduja tylko coraz wieksze pokoje, zeby to magazynowac. W ktoryms momencie rzad odkryl, ze w jednej ze swiatyn tylko srebra jest 17 ton...
- To ciekawe. Ale dlaczego nie uzywaja tego, zeby pomoc biednym?
- ... co?
- No dlaczego tego nie uzyja, zeby pomoc biednym?
- ... no tak jest i juz. To jest wlasnosc swiatyni i tyle.

Patrzylam z okien samochodu na brazowa wode, rwacej rzeki Kabul, na umorusane dzieci spieszace w kierunku przeciwnym niz ja, na osniezone gory okalajace miasto i myslalam o skarbach indyjskych swiatyn, ktore bezuzyteczne i piekne leza sobie w oczekiwaniu, az ta cywilizacja udpadnie i ktos je sobie wezmie nie pamietajac o tym, ze sa taboo. Myslam o rubinach. Rubiny to sa w mojej wyobrazni prawdziwie indyjskie kamienie. A kamienie Afganistanu?

Miala ostatnio w swoim radiowym programie wyjatkowego goscia. Mlodego jubilera. Mobeen ma 24 lata i zalozyl wlasnie swoja wlasna jubilerska firme. Byl bardzo wdziecznym gosciem. Opowiadal o kamieniach, ktore przypisane sa do miesiecy. Moim zdaje sie jest turkus. Niebieski. A obecnie moim absolutnie ulubionym kamieniem jest lapis lazuli - piekny, gleboki granat. Jak wieczorne niebo Afganistanu.

sobota, 10 marca 2012

2 weeks

Nie pisalam dwa tygodnie. W dodatku skonczylam na takiej dramatycznej notatce.
Nie, nic mi nie jest.
Co sie wydarzylo w ciagu ostatnich pietnastu dni? Bardzo, bardzo duzo.

Wpadka kulinarno-polityczna
Siedze z moim szefem, jego przyjacielem i ich znajoma, ktora w oczekiwaniu na wize do Dubaju, zamieszkala ze mna w moim mieszkaniu. Siedzimy sobie i pijemy Stolicznaja z przemytu. To znaczy oni pija. Ja dostalam moje piwo - prawdziwego zimnego Heinekena. Lekkie tematy do rozmowy, na stol wjezdzaja super-ostre skrzydelka z New York Fried Chicken i ku mojej radosci - salatka z kalafiorem. Kalafior na stole oznacz, ze moge pochwalic sie nowym slowem w dari, ktore poznalam tego samego dnia. Wiec mowie
- Ach! Jaki wspanialy GULBBUDIN!
Wybuch smiechu.

Teraz tlumacze. Powiedziec - Ach jaki wspanialy Gulbbudin - to tak jakby powiedziec - ten Hitler jest naprawde wyborny, albo - ten Stalin wspaniale smakuje.
Gulbeldin Hekmatiar byl jednym przywodcow mujahedinskich i zabil bardzo wielu ludzi. Kalafior w dari to - GULBI.

O tym jak Sulaiman wylecial na kopach
Czwartek wieczorem. Wychodze na impreze. Moj szef tez ma isc, wiec przychodza do niego znajomi. Przychodzi pierwszy i jest kompletnie pijany. Przypominam, ze jestesmy w kraju w ktorym panuje zakaz sprzedazy alkoholu. Soulaiman jest po prostu absolutnie narabany. Tak bardzo, ze nie jest w stanie mowic. Na szczescie nie musze z nim przebywac, bo na impreze ide ze swoimi znajomymi. Czekam az po mnie przyjada, bo dzwonili, ze beda za 10 minut. Ide na gore, do mieszkania - mojej malej ostoi prywatnosci - zeby zmienic buty na kozaki, bo sie zorientowalam ze pada. Zdejmuje cizemki, zakladam pierwszego kozaka i nagle slysze, ze ktos otwiera zewnetrzne drzwi do mojego przedpokoju. No tak - nie zamknelam ich, bo poszlam tylko zmienic buty. Mysle sobie - to pewnie Small Guy, jak nazywam naszego house keepera/sluzacego. Ale nie... Kroki, ktos idze w strone moich drzwi. Ktos znacznie ciezszy niz Small Guy. Wstaje. W jednym kozaku. Dzrzwi sie otwieraja i wtacza sie Souleiman.
- Co ty tu robisz?! To jest moja prywatna przestrzen! Nie zapraszalam cie tu.
On jest tak pijany, ze nie jest w stanie nic z siebie wydusic. Patrzy na mnie. Mija chwila. Ja patrze na niego i opanowujac sie zakladam drugiego kozaka. To co stalo sie potem omal nie doprowadzilo go do powaznego uszczerbku na zdrowiu, bo kiedy "subtelnie dalam mu do zrozumienia" ze nie zycze sobie pijanych Afganczykow w pokoju, o malo nie sturlal sie ze schodow. A potem rozpentalam taka burze, ze moj szef nie odbiera od niego telefonu od dwoch tygodni. I chyba trzy razy mnie przepraszal. Moj szef. Bo Soulaiman oczywiscie nie ma mojego numeru. Moj szef nie wybaczy mu tej zniewagi jeszcze dlugo. Moj szef jest Pasztunem i co by nie mowic o jego ego, na honor mu lepiej nie wchodzic. A Souleiman przekraczajac prog mojego pokoju wszedl na honor mojego szefa.
A ja? No coz. Poradzilam sobie sama z wywaleniem go z mojego pokoju. I jestem pewna, ze juz nic takiego nigdy wiecej sie nie powtorzy. Chocby dlatego, ze goscie przestali odwiedzac mojego szefa.

Settlers of Catan w Kabulu
Marysia jest tu od czterech lat, a jej narzeczony Tom tez dosc dlugo. Poznali sie tutaj. Fajna z nich para. Co piatek w ich domu gramy w Osadnikow. Towarzystwo jest naprawde wyjatkowe. To jest temat na osobna notatke, ale chcialabym tylko zaznaczyc, ze raz wygralam :)

Deal
Zrobilam wiekszy deal. Moje radio staje sie dzieki mnie rowniez firma eventowa. Organizujemy festiwal latwacowy w zwiazku z afganskim Nowym Rokiem, czyli Naw Roz, ktory wypada 20 Marca. Sponsorem jest duza firma telekomunikacyjna. Uwazam, ze to mega fajne. Naw Roz Kiting Festival. Cieszy mnie to, bo to bedzie prawdziwy fun. Tylko szkoda, ze nie bede tam na wzgorzu latawcowym. A nie bede.

Yoga
Trzy razy w tygodniu chodze na yoge. W poniedzialek wybieram sie na squosha. Nie... W Kabulu nie ma co robic ;) To miasto chowa przed oczami nowoprzybylych tajemnice roznych masci. Obowiazuje za to bardzo nie-sekretna zasada: - Masz kase, to wchodzisz. - No i jeszcze cos. Jezeli jestes Afganczykiem, to masz problem.

Dwa tygodnie to duzo czasu. Dwa tygodnie to duzo zmian. W tym swiecie czas plynie szybciej i nawet monitonia jest urozmaicona.

No i wiosna przyszla. Robi sie cieplo.

sobota, 25 lutego 2012

Protesty i przemoc

Wczoraj zycie okazalo sie dla mnie laskawe. Dostalam w glowe lodem, a nie na przyklad kamieniem. W skron, a nie w oko. Bardzo sie ciesze, ze nic mi sie nie stalo. Mysle, ze wlasnie tak przychodzi smierc. Z zaskoczenia. Cos trafia cie w glowe, a potem juz nie istenieje.
Rzucal chlopak, bylo ich z siedmiu, okolo dwudziestu lat. Ubrani na zachodnia modle. Rozesmiani. Naladowani jakas taka dzika energia. Zamroczylo mnie. Zaczelam przeklinac jego matke. Federica mnie odciagnela. Srodek miasta Kabul. Wracalysmy z zakupow. Jak powiedzialam o tym szefowi zasmial sie, ze kazdy musi kiedys umrzec. A potem oddal samochod do mojej dyspozycji zebym juz wiecej nie chodzila.

Siedze sobie na parapecie mijego biura i wygrzewam sie na sloncu. Dostalam calkowity zakaz opuszczania biura na piechote. Moge poruszac sie jedynie taksowkami. Jedynie po zmroku i z dobrze zaslonietymi wlosami. Podem sa protesty majace swoje zrodlo w spaleniu Koranu. Dzis uslyszalam "Dobra, jest niebezpiecznie". No to wlasnie, serio? Witajcie w Afganistanie.

piątek, 24 lutego 2012

Protesty w Kabulu

Jak donosza media w Kabulu plona opony po tym jak w bazie w Bagram splonely (przypadkowo) egzeplaze Koranu.

Media donosza, a ja nic nie widzialam. Ale zaraz - to ja tu jestem "media" wiec jak to dziala? No wlasnie tak, ze dla zagranicznych korspondentow planace opony na Jalalabad Road to hot news, a dla nas - mediow lokalnych to, jak powiedzial wczoraj Masoud:
- Tu jest Afganistan i jak na nasze standardy to, to jest bardzo przyzwoity protest. No i co, ze pala opony? W krajach "arabskich" tak sie okazuje brak zadowolenia. Ale to nie jest zadna powazna rzecz. No zrobilismy o tym serwis, ale ile mozna. Tu jest Afganistan, jak sie schodzi piec osob to dwadziescia innych jest bez pracy, wiec z chcecia sie przylaczy, a jak sie nie chcia przylaczyc, to mozna dac im troche pieniedzy i tlum gestnieje.".

Mimo, ze to "nie jest zadna powazna rzecz" wielu pracownikow organizacji pozarzadowych, ambasad i innych dobrze zarabiajacych expatow, dostalo zakaz opuszczania domow. W zwiazku z tym na dzisiejszym party w Czerwonych Drzwiach zwanych inaczej jakos inaczej, ale nie jestem w stanie sobie przypomniec jak, pojawilo sie bardzo nieduzo osob. Nie zalamalo mnie to szczegolnie, zwlaszcza ze nie zostalam tam dlugo, byl to tylko maly przerywnik pomiedzy kolacja w Design Cafe (swietna miejscowka, jazz, swiece, afganskie tradycyjne meble z Nooristanu, dywany i niskie sklepienie "powiedzmy krzyzowe". Prostota, elegancja i zaplacilam tylko 15$), a ogladaniem filmu u znajomego z kilkoma innymi osobami. Fajnie bylo siedziec na poduszkach z ludzmi, ktorych sie ledwo zna i kompletnie na luzie ogladac Inception.

Rozmawialam dzis z jednym z dwoch franscuskich dziennikarzy przebywajacych w Kabulu - ten z AFP, druga dziewczyna z France 24. Chlopak nazwya sie Joe i ma fajny mozg. Stalismy na zwenatrz, w ogrodzie przykrytym sniegiem, a on mowil mi o czym moglabym napisac, co jest "tematem" w tym kraju, dla naszych drogich europejskich mediow, ktore tak lubia jesc stereotypy. Ustalislimy, ze sa to Kuczi i moda meska. Zgadzam sie. Podejme te tematy niebawem.

Na zakonczenie cos o jedzeniu - pierwszy dzien po moim przylocie do jakiegos normalnego kraju, oglaszam miedzynarodowym dniem suszi. Jako osoba ktora go ustalila jem za free. Kto sie sprzeciwia? Bo jak cos to bede protestowac, a ucze sie od najlepszych ;)

PS: Zeby bylo jasne: Afganistan nie jest krajem arabskim.

wtorek, 21 lutego 2012

Zendegi hub as

- Zycie jest dobre - powtarza moj dobry znajomy Ahmad.
Ahmad jak wszyscy moi lepsi afganscy znajomi jest przedsiebiorca. Kiedy siedza razem, popijaja przeszmuglowana "stolicznaja" i usysza jakas dobra muzyke, wstaja i zaczynaja tanczyc. Tak po prostu - "bo dobrze jest troche sie poruszac, kiedy pijesz alkohol w tym muzulmanskim kraju". Bo dobrze jest siedziec z przyjaciolmi, oddzieleni murami od tego co na zewnatrz. Bo dobrze jest po prostu cieszyc sie kompania.

Jest w tym cos fajnego, w tych ich spontanicznych tanach. To cos zupelnie innego niz nasze domowki, nasiadowki czy nasze "piwo". My ciagle sie martwimy przeszlascia, albo martwimy sie o przyszlosc. Byc moze oni tez, ale uparcie powtarzaja - " trzeba zyc chwila, nie pamietac przeszlosci bo to zla przeszlosc byla, a przyszlosc? co nam po przyszlosci".

Zycie jest dobre, powtarza Ahmad. Long life for all of you friends

sobota, 18 lutego 2012

Taksowka po Kabulu

Jesli zastanawia Cie jak to jest mozliwe, ze ludzie w tym miescie poruszaja sie po zmroku nie posiadajac wlasnych samochodow - odpowiedzia sa taksowki expackie. Drogie. Przyzezdzaja po pol godziny. Grunt ze sa.

Trikiem jest dojechac tam gdzie sie chce. W Kabulu podawanie adresu na niewiele sie zdaje. Nielegalne, nierejstrowane budownictwo spowodowalo kompletne zatracenie kolejnosci numerow. Ulicom brak nazw. Co wiec sie robi? Orientujesz kierowce na pobliski punkt. Na przyklad. Chce odwiedzic moich przyjaciol? Mowie - Setara restaurant. Kierowca parkuje kolo Setary, a ja spokojnie do niej nie wchodze tylko ide 20 metrow dalej i znajduje sie tam gdzie mialam byc. Mozna sie orientowac na banki, szpitale, restauracje wlasnie, ambasady i inne cuda. A po jakims czasie kierowcy cie znaja i juz nie ma problemu z powrotem, bo wiedza gdzie mieszkasz.

Wczoraj uslyszalam w taksowce:
Kierowca: Przepraszam, ze rozmawialalem przez telefon, ale moja zona jest chora.
Ja: O nie! Co sie stalo?
Kierowca: Zona znalazla dziecko.
Ja: Chyba urodzila?
Kierowca: Tak, tak - urodziala. A to moje pierwsze dziecko. Coreczka. Ma dopiero dwadziescia dni, a ja juz czuje jakby to bylo dwadziescia lat.
Ja: Dwadziescia lat? Dlaczego? (spodziewam sie odpowiedzi, bo tak ciezko opiekowac sie dzieckiem, bo polacze, bo jest meczace, bo jest okropne...)
Kierowca: Bo bardzo lubie to dziecko.
Usmiechnelam sie. I pomyslalam, ze na swiecie moze byc wiecej dobra niz myslalam.

środa, 15 lutego 2012

Alex

Wracałam właśnie z jednej z fajniejszych Kabulskich restauracji. Byłyśmy na kolacji z Marysią - prawdziwy relaks. Bardzo fajnie jest porozmawiać po polsku raz na jakiś czas. Cale zagadane wsiadłyśmy do taksówki, śmiałyśmy się i nawijałyśmy. Marysia wysiadła pierwsza, dojeżdżam już do domu, taksówka się zatrzymuje, płacę i nagle kierowca:
On: Przepraszam, ze tak zapytam, ale ty nazywasz się Alex, prawda?
Ja: ?!!
On: Słyszałem twój głos w radiu. I poznałem... "my name is Alex and you are listening Jawonon fm"

Potem zacytowł mi jeszcze dwa trailery z moim udziałem.

Odnotowuje to jako coś co mi się jeszcze nie zdarzyło. Zostałam rozpoznana przez przypadkowego Afgańczyka. Po głosie.

sobota, 11 lutego 2012

Herat

Kiedy siedziałam w samolocie linii Kam Air, wracając z Heratu do Kabulu, zapisałam w moim czarnym Moleskinie, że jest w tym miejscu coś co każe myślom układać się w dwa słowa - Allah Akbar. Bóg jest wielki. Czy to mistystka otaczającej przyrody? Góry? Wielkie przestrzenie? Pustynia? Jest w tym kraju coś co przypomina Ci o tym, że masz dusze.

Kabul w porannym świetle

Lecimy na zachód.


Moje zdjęcia nie oddają tego Heratu, który poznałam. Miasta, po którym moge spacerować i nikt się nie "gapi", miasta w którym wszechobecne są sosny. Wiekowe, mocne, wysokie sosny. Moje zdjecia to walka z bateriami, które dogorywały w aparacie, a niestety nie dało się kupić jakiś o normalnej jakości, która pozwolała na wysunięcie obiektywu. A zatem jest to wybór zdjęć z Heratu.

Takie oto kontenery stoją wzdłuż drogi z lotniska do miasta. Firmy transportowe. Import-Export. Sprzedarz samochodów z Europy i Stanów:


Herat to już prawie Iran. Kabul jest pod wpływem kultury pakistańskiej. Jeżeli ktoś ma pieniądze i buduje tu dom, projekt bierze na wzór pakistańskich rezydencji. W Heracie buduje sie will na modłe Irańską z oszklonymi frontami. Poniżej motoryksze - Herackie taksówki. Coś bardzo charakterystycznego dla tego miasta.

Znajomy Szefa pokazał mi miasto. Zbliżamy się do najbardziej spektakularnego dzieła rąk ludzkich jakie widziałam w Afganistanie. Wieże Heratu, cudem niezniszczone podczas bombardowań:

Ten młody człowiek po prostu tam był. I nie żebrał.

Wieża. Podobno fundamenty są z czasów Aleksandra Wielkiego.

Rower jest bardzo popularnym środkiem komunikacji w Afganistanie. Zabawnie to stwierdzać "po Kopenhadze":

Sklepy i warsztaty:

Miasto Herat:

Jutro przeprowadzam rano wywiad, wiec nie bede się rozpisywać. Muszę spać, żeby rano dać rade sie przygotować ja trzeba. A do Heratu wróce - na blogu.