wtorek, 30 lipca 2013

O uczeniu sie i o radiu

To co jest naprawde fantastyczne w mojej pracy to fakt, ze spotkykam na codzien ludzi ktorzy tworza medialny krajobraz Afganistanu i dzieki temu duzo sie ucze. I mam tu na mysli wszystkie mozliwe zakresy uczenia sie: o tym jak zrobic dobry material na temat wyborow, o tym jak raportowac o przemocy wobec kobiet, o tym jak zrobic strone internetowa dla agencji prasowej, o tym jak powinien dzialac newsletter ale tez to nauka w makro skali o rynku mediowym w Afganistanie. O tym jakie projekty zyskuja uznanie donorow. To wszystko jest naprawde bardzo ciekawe. Kiedy bylam zupelnie zielona w zakresie Afganistanu, kiedy zaczelam pracowac w radiu, pamietam jak ja naprawde malo rozumialam z tego krajobrazu ktory tu zastalam. Dzis moge powiedziec, ze rozumiem troche wiecej. A i tak najabardziej za serce mnie lapie obrazek goscia ktory edytuje material w adobe audition.

fot. autorka

sobota, 27 lipca 2013

Trzej panowie i latawiec

fot. autorka

Puszczanie latawcow daje mase smiechu i radosci. Ten moment kiedy Kim (pomaranczowa koszulka) wyskakuje na prawie metr, zeby Straznik (mundur) mogl sterowac szybko wznoszacym sie latawcem, a Obi (czarny szalwar kamiz) zasmiechuje sie z radosci rozwijajac szpule z linka. Dobra chwila. Mieli taki moment zabawy - po prostu. Pomyslalam sobie, ze to takie fajne i takie ludzkie. I ze chyba powinnam znajodwac czas na przyjemnosci. 

piątek, 26 lipca 2013

Ramazan Mubarak oraz o stresie słów kilka

Druga w nocy. Pisze pre&post testy na jutrzejszy trening i jem galaretki w czekoladzie przywiezione z Polski (ostały się jeszcze tylko dla tego że jest zwykle za gorąco na czekoladę). Rozlegają się syreny. Przygaszony odległością dźwięk syren przecina nocne kabulskie powietrze. Czas wstać Panowie (Panie wstały wcześniej) czas zjeść to co Wasze żony i matki ugotowały na to nocne-wczesne śniadanie. Mamy Ramadan. Od świtu do zmierzchu Afgańczycy nie jedzą i nie piją. I tak przez miesiąc – święty miesiąc. Macie godzinę na to, żeby się napić, zapalić i jeść. Napić się na zapas nie możecie, ale najeść – chociaż trochę tak.
Ramadan zaczął się 10 lipca – chociaż podobno były jakieś problemy z księżycem i część rozpoczęła święty miesiąc kalendarza księżycowego 9 lipca. A mój przylot wszedł właśnie na pierwszy jego tydzień. Powiem szczerze – nie jest łatwo chować się w biurze z tym, że piję i jem. Bo nie ma opcji, żebym przestrzegała zasad Ramadanu. Staram się przestrzegać wrażliwości kulturowej i nie otwierać oszronionej coli przed Shinwarim, przy 38 stopniach. Shinwarim który nie pił od 10 godzin.
Muszę powiedzieć że to był jeden z tak spokojnych tygodni, że nie pamiętam już dawno takiego. Tylko dwie eksplozje – żadnych ofiar. Najprawdopodobniej wypadek w składzie materiałów wybuchowych armii. Skąd wiemy, że to nie byli „źli goście”? Bo byśmy o tym słyszeli. Jak się dowiedziałam – jak jest to wypadek/ćwiczenia armii – jest to tuszowane. Hmm… nie żeby dało się zatuszować dwie eksplozje które mnie obudziły, ale można nie wdawać się w szczegóły.
Pod względem pracy – mam wrażenie, że nie było gorętszego okresu od dawna.
W ostatnim tygodniu dostałam tyle inspiracji, że jeszcze tego nie przetworzyłam. Jest to powiedzenie: gość w dom, Bóg w dom – prawda? No więc ja rzadko mam gości. Zwykle jestem tą osobą która pojawia się na schodach z uśmiechem i plecakiem. Ale teraz jest inaczej bo moja życiowa podróż stała się stacjonarna. I właśnie dlatego miałam szansę znaleźć się po drugiej stronie. W dość „egzotycznych” warunkach. Na schodach mojego domu poznałam najbardziej niesamowitą osobę, która przywiozła mi do Kabulu świat. Miałam to uczucie, ze gość w dom, świat w dom. Jakby całe doświadczenie prawdziwej podróży oraz mądrość która z niego wynika rozświetliły kabulskie niebo. A po za tym było po prostu mega zabawnie. http://www.katarzynatolwinska.com – to link który macie odwiedzić.
Pamietam, że w jednym z klasycznych tekstów antropologicznych, które czytałam na studiach licencjackich był ten który zrobił na mnie duże wrażanie mówiący o tym, że w zależności od środowiska naturalnego w jakim żyjemy, zbudujemy więcej słów opisujących je szczegółowo – i tak podobno Eskimosi mieli mieć kilkadziesiąt określeń na śnieg specyfikujących co to dokładnie za typ śniegu. Jak dla Eskimosa (z tego tekstu) śnieg tak dla expata w Kabulu stres. Myślałam, że my tu przeżywając tak specyficznie nasz życia doświadczamy szerokie spektrum stresów. Stres w korku ulicznym kiedy stoisz za samochodem UN (potencjalny cel), stres kiedy słyszysz wybuch o świcie – gdzieś w większej odległości - ale zapadasz powrotem w sen, stres kiedy czytasz jakie budynki są na liście „złych gości”, stres związany z klaustrofobia – nie możesz chodzić swobodnie po mieście, stres związany z faktem, że mieszkasz z własnym szefem, stres związany z tym, że musisz być kulturowo poprawny. Stres nasz codzienny.
Może zjem jeszcze jedna galaretkę? Na dobranoc? Zanim przyjdzie świt a wraz z nim nowe wyzwania.


niedziela, 14 lipca 2013

We Włoszech, Polsce i z powrotem

We Włoszech robiłam fantastyczne rzeczy: pływałam w morzu, chodziłam na dalekie spacery (prawie wędrówki), byłam z fantastycznymi ludźmi w niesamowitych miejscach. Odwiedziłam jedną z tych osób, które choćbym szła przez życie szybko, nigdy jej (jego) nie zgubię.
W Polsce widziałam sie z rodziną i przyjaciółmi i było super. Po prostu super. Bardzo fajnie się czułam.

To co zaszokowało mnie we Włoszech - w których się dekompresowałam - więc wiele rzeczy było bardzo wyrazistych - to ilość interakcji międzyludzkich. Ludzie ze sobą rozmawiają. Uśmiechają się do siebie. Do mnie. Można wolno chodzić, rozgladać się, próbować smaków lodów za darmo. Rozmawiać. Było super.

Ale w Polsce to samo! Ludzie mili, książek dużo. To tak w skrócie. Jeszcze będę wracać pamięcia do tej podróży.

To co dzisiaj przyszło mi do głowy - kiedy jestem z powrotem w Kabulu, to to żeby zapisywać dobre rzeczy, zabawne rzeczy, które mi się przydażają. Oto jedna z nich. Dzielę biuro z pięcioma innymi osobami, jednym expatem in 4 Afgańczykami. Mamy więc 3 Pashtunów i jednego Turkmena. Turkmen nazywa się Safari (serio) i ma niesamowite poczucie humoru. Non-stop chce dzielić się żartami. Opowiedział dzisiaj takiego suchara, który mnie po prostu rozwalił:

Mówi wąż do węża: Wiesz zakochałem się w wężu z sąsiedztwa.
I co - pyta drugi wąż.
No właśnie nic - odpowiada pierwszy - okazało się, że to wąż ogrodowy.

Całe biuro rży. Ja rżę z nimi. 

sobota, 29 czerwca 2013

Dwie strony tego samego papieru

Siedzę w moim pokoju w Kabulu próbując tu nie być. To takie zabawne uczucie kiedy przeżywasz przygode życia i starasz się jej nie przeżywać. Starasz się, żeby życie przepływało. Czasami jest się naprawdę szczęśliwym. Zrelaksowanym. Czasami jest dobrze. Ale kiedy spojrzysz w głąb swojego serca jest tam stres. Ale to nie jest tylko stres spowodowany pracą czy warunkami takimi jak niemożliwość wyjścia na zewnątrz, możliwość porwania, zginęcia w zamachu terorystyczym. To jest coś jeszcze coś takiego, co się w głowie nie mieści. Większość z tego co ma dla mnie znaczenie jest w Kabuly - oczywiście rodzina i przyjaciele są w Polsce i oni mają gigantyczne znaczenie. Chodzi mi o to, że to co ja zbudowałam w moim życiu sama - bez niczyjej pomocy i wsparcia jest właśnie tu. W tym cholernym, niebezpiecznym mieście w którym człowiek się dusi jeśli patrzy na zwenątrz a nie do wewnątrz. To co ma dla mnie znaczenie i daje mi poczucie ustatkowania i szczęścia jest zbudowane na bagnie, na ruchomych piaskach które na 100% pewnego dnia zabiorą mi to wszystko. No bo będę musiała stąd wyjechać. I to jest paradoks. Ja naprawdę chcę stąd wyjechać.
Ale znów paradoksalnie - zostanie tutaj jaknajdłużej jest najławiejszą (choć tak trudną) opcją. Wiem, że zostaję do października, ale firma będzie chciała mnie zatrzymać jeżeli tylko będzie to możliwe, co jest związane z niezależnymi ode mnie rzeczami. I to jest najlepsza rzecz na świecie wiedzieć, że inni widzą, ze robisz dobrą robotę.
I to jest najlepsza rzecz na świecie zostać w tej firmie chociaż jeszcze pare miesięcy dłużej, bo każdy dzień to nauka czegoś nowego, czegoś co daje mi coraz więcej pewności że wiem co robię. I to właśnie jest paradoks. Że najlepszym dla mnie rozwiązaniem jest podążanie to własnie ścieżką. Tą którą sama zbudowałam. I chce tu być. Bo to najlepsze dla mnie.
Ale z drugiej strony jest tak, ze tam po za "murami Kabulu" jest świat. W którym ja jestem tylko gościem. Jakże szczęśliwym gościem. I czasem pamiętam jaki ten świat jest okrutny i jak momentami nie mogłam pozwolić sobie na dużo rzeczy, na które teraz mogę. I dlaczego znacznie lepiej jest się nie poddać i zostać w Kabulu. Z drugiej strony drżę, że to nie będzie możliwe. Tak jak się drży o to czego się chce najbardziej.
Same paradoksy. To jest właśnie to co to miasto robi z ludźmi takimi jak ja. Uzależnia ich od trucizny tak że wydaje im się, że bez niej ich nie będzie.

Żeby wszystko było jasne. Ja tu zostane jaknajdłużej się da. Miejąc nadzieję, że kiedy wrócę do "normalnego świata" życie będzie dla mnie lepsze niż gdybym nie wyjechała. Że będę miała większy wybór miejsc pracy. Że będę mogła wieść dobre życie. I że będę mieć prawo do tęsknoty za pięknymi i szalonymi czasami kiedy to żyłam w jednym w najbardziej z niebezpiecznych krajów świata, najbardziej ekscytującym z żyć. 

środa, 26 czerwca 2013

Brutalne prawo sztucznego usmiechu

Dzisiejsza sytuacja spowodowala, ze plonelam rumiencem wstydu. Ale nie dla siebie, tylko za mlodego swietnego Afganczyka, ktory prezentowal przed szanownym miedzynarodowym zgromadzeniem dokonania swojej organizacji jako tej ktora otrzymala sub-grant. Szanowne zgromadzenie zawieralo w sobie glownych grantodawcow i to bylo wazne, zeby miedzy innymi mlody czlowiek przedstawil swoja prace tak zeby sie grantodawcy spodobalo. Ale on zrobil cos po za kanonem. Chcial przedstawic naprawde swoja organizacje, pokazac jakie sa efekty jej pracy do ktorych naleza warsztaty dla mlodziezy - rozne, niektore o blogowaniu, inne o wyborach prezydenckich, inne o social media. Byly tez warsztaty poetyckie. Afganczycy kochaja poezje. Mlody czlowiek chcial przeczytac wiersz napisany przez uczestniczke warsztatow. Szanowne zgromadzenie ofukalo go, ze nikogo nie interesuje poezja, bo my tu mamy do omowienia, co sie dzieje w naszym projekcie. No i tak, to prawda. Ale z drugiej strony... Czy naprawde cos by sie stalo gdybysmy po prostu wysluchali tego okropnego wiersza do konca? Nic, po za tym, ze mlody czlowiek czulby sie doceniony. Ale wiem, ze stawki godzinowe "bardzo waznych ludzi" sa tak wysokie, ze moze szkoda chocby dwoch minut na cos co nie jest wypielegnowana kurtuazja prowadzaca do zakonczenia projektu. Mlody czlowiek chcial byc, kurcze, ludzki. A tu trzeba byc profesjonalnym. I wyobrazam sobie, ze Ci wszyscy wazni ludzie ze swoimi usmiechami wydawali mu sie ok, mili - a on po prostu chcial im przeczytac ten wiersz. Nie wiem czy dzis sie nauczyl, ze takie usmiechy nie akceptuja niczego innego niz to co w konwenansie. 

czwartek, 20 czerwca 2013

Docenianie

Bardzo dziekuje milej autorce http://wyprawydokuchni.blogspot.com oraz Pawlowi z http://arabiasaudyjska-ksa.blogspot.com/ za przyznanie mi libstera! To naprawde mile! Czuje sie zaszczycona ze lubicie i czytacie mojego skromnego bloga. Odpowiadam na pytania:

1. Dokąd w podróż marzeń? Do Toronto. 
2. Najlepsze śniadanie to...? W piatek rano kiedy siedzimy z Filipem w naszym Kabulskim domu i jemy platki owsiane. 
3. Twoje ulubione ciasto. Sernik?
4. Pierwsze samodzielnie ugotowane danie. hmmm nie wiem
5. Wakacje dzieciństwa, które zapadły Ci najbardziej w pamięć. Kidy bylam malym dzieciakiem i spedzialam lato na dzialce mojego wujka. Jezdzilam konno. Bylo super. 
6. Plaża, las czy miasto? Miasto
7. Lato czy zima? Zima
8. Jeżeli w podróż mógłbyś/mogłabyś zabrać tylko jedną rzecz to co to by było? Zakladajac ze po Europie to karte platnicza, jezeli dalej to paszport. 
9. Nie wyobrażasz sobie sezonu na truskawki bez? Nie lubie truskawek
10. Podróże z plecakiem, czy wakacje all inclusive? Z plecakiem. Na swoj sposob. 
11. W pisaniu bloga najbardziej lubie: Proces pisania i czytanie Waszych komentarzy. Komentarze sa super :) 



  1. Pisanie bloga to dla Ciebie obowiązek czy przyjemność ? Przyjemnosc. 
  2. Jakie są Twoje mocne i słabe strony ? Jestem bardzo dobrze zorganizowana. Zle? Hm.. Jak sie denerwuje/zloszcze to sie naprawde zloszcze. 
  3. Jakich pytań na blogu nie lubisz najbardziej ? Malo kto zadaje mi pytania. 
  4. Co jest Twoim ulubionym napojem i dlaczego jest nim … piwo ? :D Bezalkoholowe. 
  5. Sprawdzone lekarstwo na kaca (nie uznajemy odpowiedzi typu „nie pic dzień wczesniej”) Dlugi spacer przy bardzo niskiej temperaturze. 
  6. Twój ulubiony deser Mozarella. 
  7. Jaka jest Twoja ulubiona polska komedia ? Nie lubie polskich komedii
  8. Robert de Niro czy Al Pacino – uzasadnij odpowiedź Zaden.
  9. Film, który Cię najbardziej wzruszył to ….. ? Moze "Moj brat niedzwiedz"? Strasznie jestem emocjonalna na kreskowkach.
  10. Jaki Twoim zdaniem jest najbardziej „męski” sport ? Rugby. I jazda konna oczywiscie. 
  11. Czy lubisz odpowiadać na takie głupie pytania ? Spoko.