Eh. Co za tydzień. Jestem na "lock downie" czyli nie moge wyjść z domu. Dlaczego? Sprawa jest związana z polityką i bezpieczeństwem - generalnie, spory kaliber. Machnęłam o tym na natemat więc nie mogę się powtarzać, proszę kliknąć tu: http://aleksandrapawlik.natemat.pl/82515,przyszlosc-afganistanu-rozstrzygnie-sie-w-czwartek i się wysztkiego dowiedzieć.
wtorek, 19 listopada 2013
środa, 13 listopada 2013
środa, 6 listopada 2013
Slodka rutyna
Znouw zaczal wiac "wiatr zmian". Na razie nie wieje z pelna moca, ale juz czuje przez skore, ze niedlugo porwie mnie z moca huraganu i wypluje gdzies po drugiej stronie. Miejmy nadzieje, ze nie po drugiej stronie linii zycia, a po prostu po drugiej stronie zmiany. To jeden z tych nie wielu momentow, kiedy lapie sie na mysli jak bardzo doceniam kabulska rutyne w ostatnich dniach. Ma to zapewne wiele zwiazku z tym, ze mimo ze zdazaja sie stresowe sytuacje, to nie maja one mocy chwiania fundamentami mojego zaczepienia w rzeczwistosci.
Doceniam to jak bardzo ostatnio nudze sie w pracy. To bardzo ciekawe, ze tak sie dzieje, ale ostatnia zmiana tempa jest tak niesamowita, ze az brak mi slow. Wczoraj bylam nawet w stanie wyjsc z pracy po 8 godzinach!! Wczesniej pracujac w poprzek 2 projektow, teraz jestem na jednym i zdazaja mi sie momenty w pracy, zeby nie pracowac podczas przerwy na lunch. Cos niesamowitego. Ciekawe, czy tak wlasnie pracuja normalni ludzie.
Zabawne jest to, ze moja pierwsza nie-studencka (pelny wymiar godzin) robote dostalam w Afganistanie, wiec nawet nie wiem czy to specyfika tego kraju ze tak dlugo zdarza mi sie pracowac, czy po prostu "tak jest", a moze po prostu "ja tak mam". Wiem, ze na poczatku to byla kwestia pracy po angielsku. Zupelnie czym innym jest studiowac po angielsku, a zupelnie czym innym pracowac w drugim jezyku. Nadal nie mam tempa pisania nativow, ale jest juz duzo duzo lepiej. Jestem w stanie napisac raport na piec stron w ciagu 3 godzin zbierajac materialy z 5 zrodel. Tak czy siak, wiem ze ta sytuacja sprzed 3 miesiecy, kiedy pracowalam non-stop (2 godziny na sen i do pracy) dala mi szanse duzo sie nauczyc, ale mam szczera nadzieje, ze nie bede musiala juz tego powtarzac. A gdybym musiala, to na zapas doceniam to, ze moge ponudzic sie w pracy robiac workplan i nie majac zadnych dodatkowych obowiazkow "na wczoraj".
W dodatku przyszla jesien. Kabul jest szary, zablocony i mokry. Przypomina Polske kolorem nieba w listopadzie. I to przeciez nie jest nostalgia, bo gdzie to tesknic za listopadem w Warszawie (?!) ale powietrze pachnie jak jesien/zima w gorach - co jest mile. Zaczelam nosic swetry i sztyblety, pic energetyki i cwiczyc joge - jesien, jesien. Jest super kiedy nic sie nie dzieje. Tylko ten wiatr. Wiatr przynoszacy zmiany. Zaczyna poruszac papierami na moim biurku.
Doceniam to jak bardzo ostatnio nudze sie w pracy. To bardzo ciekawe, ze tak sie dzieje, ale ostatnia zmiana tempa jest tak niesamowita, ze az brak mi slow. Wczoraj bylam nawet w stanie wyjsc z pracy po 8 godzinach!! Wczesniej pracujac w poprzek 2 projektow, teraz jestem na jednym i zdazaja mi sie momenty w pracy, zeby nie pracowac podczas przerwy na lunch. Cos niesamowitego. Ciekawe, czy tak wlasnie pracuja normalni ludzie.
Zabawne jest to, ze moja pierwsza nie-studencka (pelny wymiar godzin) robote dostalam w Afganistanie, wiec nawet nie wiem czy to specyfika tego kraju ze tak dlugo zdarza mi sie pracowac, czy po prostu "tak jest", a moze po prostu "ja tak mam". Wiem, ze na poczatku to byla kwestia pracy po angielsku. Zupelnie czym innym jest studiowac po angielsku, a zupelnie czym innym pracowac w drugim jezyku. Nadal nie mam tempa pisania nativow, ale jest juz duzo duzo lepiej. Jestem w stanie napisac raport na piec stron w ciagu 3 godzin zbierajac materialy z 5 zrodel. Tak czy siak, wiem ze ta sytuacja sprzed 3 miesiecy, kiedy pracowalam non-stop (2 godziny na sen i do pracy) dala mi szanse duzo sie nauczyc, ale mam szczera nadzieje, ze nie bede musiala juz tego powtarzac. A gdybym musiala, to na zapas doceniam to, ze moge ponudzic sie w pracy robiac workplan i nie majac zadnych dodatkowych obowiazkow "na wczoraj".
W dodatku przyszla jesien. Kabul jest szary, zablocony i mokry. Przypomina Polske kolorem nieba w listopadzie. I to przeciez nie jest nostalgia, bo gdzie to tesknic za listopadem w Warszawie (?!) ale powietrze pachnie jak jesien/zima w gorach - co jest mile. Zaczelam nosic swetry i sztyblety, pic energetyki i cwiczyc joge - jesien, jesien. Jest super kiedy nic sie nie dzieje. Tylko ten wiatr. Wiatr przynoszacy zmiany. Zaczyna poruszac papierami na moim biurku.
niedziela, 27 października 2013
Afganistan na zimno, Afganistan na goraco
Jak wszyscy szanowni Czytelnicy tego bloga wiedza, moje pisanie na doafgu.blogspot.com jest bardzo osobiste. Jezeli macie jednak ochote na bardziej analityczne wpisy, bardziej na powaznie to zapraszam na
aleksandrapawlik.natemat.pl.
Znajdziecie tam bardziej przekrojowe podejscie do tematow, ktore byly opisywane na biezaco na doafgu. Uzupelnione o pytania ktorych tu nie postawilam, bo pisalam - zwykle - w emocjach. Taki Afganistan na zimno wlasnie. I moze troche lepsza ortografia, bo teksty na natemat edytuje dodajac polskie znaki. Zapraszam do czytania. I do wypowiadania swojego zdania oczywiscie. Ciezko jest dyskutowac z emocjami, ale wlasnie tam na natemat staram sie podchodzic do tematu racjonalnie.
Pozdrawiam z Kabulu!
aleksandrapawlik.natemat.pl.
Znajdziecie tam bardziej przekrojowe podejscie do tematow, ktore byly opisywane na biezaco na doafgu. Uzupelnione o pytania ktorych tu nie postawilam, bo pisalam - zwykle - w emocjach. Taki Afganistan na zimno wlasnie. I moze troche lepsza ortografia, bo teksty na natemat edytuje dodajac polskie znaki. Zapraszam do czytania. I do wypowiadania swojego zdania oczywiscie. Ciezko jest dyskutowac z emocjami, ale wlasnie tam na natemat staram sie podchodzic do tematu racjonalnie.
Pozdrawiam z Kabulu!
niedziela, 13 października 2013
Osiaganie
Az ciezko uwierzyc, ze minely 2 miesiace od mojego ostatniego wpisu. Czas przelecial naprawde szybko, a byl wypelniony bardzo waznymi dla mnie wydarzeniami, ktore dzialy sie nie jako na marginesie mojego Afganskiego zycia. Otoz udalo sie - obronilam prace magisterska. Ciezko mi jeszcze w to uwierzyc. To byl wysilek z gatunku "nadludzkich" - moja praca jest bardzo wymagajaca czasowo, Kabul ogolnie jest dosc stresujacy (choc nie ostatnio - zadnych wiekszych atakow), a ja musialam napisac magisterke od nowa w ciagu miesiaca - pierwsza wesja nie znalazla uznania promotorki. Tak wiec 30 wrzesnia sie obronilam. Polecialam do Polski specjalnie po to. Bylo warto, bylo super, zakonczylam pewien etap i bardzo sie z tego ciesze, bo nie bedzie juz nade mna wisiec. A po za tym satysfakcja ze faktycznie doprowadzilam to do konca jest fenomenalna - chociaz dosc powoli do mnie dociera. Aha i obronilam sie na 5 :) Mialabym dyplom z wyroznieniem gdyby nie to, ze bronilam sie 2 lata po absolutorium. Czyli co? Teraz z prawie 2 latami w Afganistanie jestem swiezutkim absolwentem... Czuje sie z tym naprawde dobrze. To co teraz? Co robia swiezutcy absolwenci?
Wracam do pisania wiec prosze zagladac - musze nadrobic te 2 miesiace.
A na zdjeciu moj ulubiony kierowca patrzy na graffiti w bylym budynku parlamentu afganskiego Darulaman Palace, ktory zostal zniszczorny podczas civil war oraz przez Talibow.
Wracam do pisania wiec prosze zagladac - musze nadrobic te 2 miesiace.
A na zdjeciu moj ulubiony kierowca patrzy na graffiti w bylym budynku parlamentu afganskiego Darulaman Palace, ktory zostal zniszczorny podczas civil war oraz przez Talibow.
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Mężczyźni w Afganistanie tego nie chcą
„Aleks ty robisz ten projekt, żeby mężczyźni w Afganistanie
nie bili kobiet, a jeżeli tak zrobią żeby szli do więzienia. Ale mężczyźni w
Afganistanie tego nie chcą.” – zaśmiał się Shinwari oglądając plakat ze
wskazówkami jak media mają odpowiedzialnie raportować na temat przemocy wobec
kobiet: nie podawaj imienia ofiary, nie pokazuj urazów ofiary, pamiętaj że
ofiara ma prawo odmówić wywiadu.
Zrobiliśmy niezły plakat. W trzech językach: dari, pashto i
po angielsku. A śmiech Shinwariego z którym dziele biuro brzmiał jak
międzynarodowy język „sytuacji”. To brzmiało prawie jak cień groźby. Coś czego
Shinwari nie akceptuje. I stał na tyle blisko mojego biurka, że czułam że szuka
konfrontacji.
Spojrzałam chłodno na Shinwariego. Powiedziałam mu, że to
przecież nie jest tak, że to tylko mężczyźni krzywdzą kobiety, że kobiety też
biją kobiety. I że to ważne żeby jeżeli kobieta nie zgadza się na swoją
sytuację życiową – żeby miała gdzie pójść. On nie spodziewał się, ze podejdę do
tego na chłodno. Powiedział „Aleks to jest Afganistan”. A ja powiedziałam, że
jeżeli przez to, że dziennikarze raportują odpowiedzialnie chociaż jedna
kobieta będzie miała lepszy los – to warto to wszystko robić.
Miałam wrażenie, że świat zamarzł w tym upale. Obecny przy sytuacji
Rahat skulił się na krześle. Shinwari pokrążył jeszcze chwilę. Poprawił swoją wędkarską
kamizelkę nałożoną na koszulkę wyciągniętą na jeansy. I poszedł. Patrzyłam za
nim chłodno. Rahat umykał spłoszonym spojrzeniem.
Dlaczego miałam wrażenie, że Shinwari wypowiedział swoje
zdanie? Może dlatego, że to oczywiste. Dlaczego teraz? Właśnie przez te
plakaty. Wiem to. Do tej pory Shinwari nie wiedział dokładnie czym zajmuje się
mój projekt. Teraz już wie, że jestem jedną z tych osób które chcą zburzyć jego
zastany spokój świata w którym mężczyzna jest czymś więcej niż kobieta.
No więc tak. Jakie są na to moje poglądy? Proste. Nazywam je sobie „prawem bólu” jeżeli
jakaś kulturowa praktyka, tradycja sprawia ból a tym bardziej polega na
zadawaniu bólu osobie która nie jest mną, osobie trzeciej – jest po prostu zła.
Za przykładzie zachodniej kultury? Jeżeli ja sama idę sobie przekuć uszy i to
mnie boli, ale robię to w imię tego, że chcę nosić ładne kolczyki a przez to
ścigać kanon zachodniego piękna – wszystko w porządku. Ale kiedy byłabym matką
córki, którą zawlokłabym do zakładu przekuwania uszu na tydzień przed komunią
żeby „pięknie wyglądała” a potem trzymała ją ignorując jej ryki i wrzaski
podczas zabiegu – to już jest bardzo nie tak. W sytuacji dziecka ta kwestia
jest szczególna, bo dziecko nie może aktywnie sprzeciwić się rodzicom – nawet w
naszej kulturze – nie kiedy masz 8 lat. A w Afganistanie niektóre dziewczynki
są wydawane za mąż mając właśnie lat 8.
Podczas jednego z badań – fokusowej grupy słuchającej –
zorganizowanej przez radio z którym obecnie współpracuje okazało się, że to
głównie kobiety znęcają się nad kobietami. Teściowa nad synową. To samo
wynikało – może nie, że głównie, ale że też – z 120 historii przygotowanych na
naszym projekcie przez wspomniane radio i innych Afgańskich dziennikarzy. W
szczególności, jeżeli rodziny wymieniają córki jeżeli jedną bije mąż, druga „za
karę” jest bita przez teściowych tak długo aż mąż nie przestanie bić ich córki.
Spirala się nakręca.
Złożony problem, prawda?
sobota, 3 sierpnia 2013
Idący chłopak
Dokąd idzie? Chyba się śpieszy prawda?
| fot. autorka |
Może nazywa się Hamid. Hamidullah. Może jest Pashtunem? Ma przecież taki grube pasztuńskie brwi i ciemniejszy odcień skóry. Chociaż ciemniejsza skóra może być od tego, że zawsze wszedzie chodzi na piechotę więc się opalił.
Może uważa dziś że wygląda całkiem nieźle w tym białym szalwar kamizie i "nowoczesnej" kamizelce. Jest Ramazan, wiec pewnie jest bardzo spragniony, wszak do iftaru zoatała już tylko godzina, a więc nie pił przez cały dzień.
Czy mieszka w tych slamsach na Górze Telwizyjnej, które za nim widać? A może odwiedzał tam kuzyna? Może idzie na dół do miasta do pracy?
O czym myśli Hamid? O czego w życiu chce?
W powietrzu wiruje kurz. Hamid idzie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)