wtorek, 22 maja 2012

Dramaty mijajacego tygodnia i tecza w poincie

Dramaty mijajacego tygodnia to wpis o tym co wydarzylo sie od ubieglebo piatku do dzis. Zaczelo sie mocno. Zaczelo sie od trzesienia ziemi. Zupelnie powaznie, choc brzmi to absurdalnie dla osob z Polski, przezylam w Kabulu trzesienie zmiemi 4.8 w skali Richtera. 4.8 jest opisane jako "odczowalne przez wiekszosc osob, nieszkodliwe". Takie tez bylo - wiekszosc ze znajomych zdala sobie sprawe co sie dzieje, ale Domenic z ktorym dziele biuro nawet nie zauwazyl, ze cos sie stalo. Zadnych zniszczen. Ale wystarczylo, zebym poczula sie zagrozona i zadzwonila do mojego ziomka z Mexyku, on do mnie - Nie badz beksa, u nas w Mexyku ziewamy na wszystko ponizej 7. 7 w skali Richtera jest opisane jako "powazne zniszczenia". A potem zostalo mi wyjasnione, ze tu jest zbyt "skaliscie" zeby cos silniejszego sie wydarzylo. Tylko, ze nie poprzestalam na tym, wydrukowalam sobie 40 stron geologicznej analizy sejsmicznej Afganistanu i juz wiem, ze to nie prawda. Ale jest nadzieja, ze bedzie dobrze, bo Kabul nielezy bezposrenio na linnii wystepowania trzesien tylko tak powiedzialabym 50 km na Wschod. Wciaz jest wyzsze prawdopodobienstwo zatrucia pokarmowego niz trzesienia ziemi ;) Bezposrednio po trzesieniu okazalo sie, ze mimo, ze to moj jedyny wolny dzien, ale jest tyle do zrobienia, ze zdecydowalam sie go poswiecic na to co wazne i dokonczyc robote. Myslalam, ze skoncze o 22, 24, 3,... skonczylam o 15 nastepnego dnia co dalo mi 25 przepracowanych godzin i 2 godzinna przerwa na drzemke na biurowj kanapie. Skonczylam. Ale. Czego mozna sie spodziewac po osobie, ktora nie spala 30 godzin i zajmuje sie ksiegowoscia? Bledow. I to nie tych matematycznych ale... ortograficznych i niestety kilku rzeczowych. Przy ogolnym cisnieniu, zblizajacych sie deadlinach, wyjezdzie Szefa i generalnej presji (gigantycznej) odebralam notatke do mnie w jej istniejacym formacie (bardzo ostry jezyk wypowiedzi Kapitana Okretu) bardzo osobiscie. Kto zna mnie i moja obsesje perfekcji tego to pewnie nawet nie zdziwi, ale dopadly mnie emocje. Majac pelna swiadomosc, ze zadanie bylo niewykonalne, wykonalam je. Zagielam czasoprzestrzn, zaginajac siebie. Wlazylam bardzo wielw wysilku. Przepracowalam 25 godzin pod rzad. A potem sie rozchorowalam. A potem zobaczylam ile moja praca wzbudzial w Kapitanie Okretu agresji. Reakcja byla powolna, ale stanowcza. Mowiac krotko dostalam "bardzo dziwnego typu alergii, kiedy lzawia ci oczy, no wiesz i to z pewnoscia ma jakis zwiazek z tym afganskim kurzem". Na szczescie swiadek mojej "alergii" jest gosciem, ktory "cares about people" i nie tylko bardzo mnie zmotywowal, pokazal, nauczyl, zrozumial ale i serio, serio wsparl. Pokazal, ze tak naprawde nic sie nie stalo, a Kapitan Okretu po prostu byl najbardziej zestresowanym czlowiekiem w Wszechswiecie, kiedy to pisal. A potem mielismy rozmowe na tematy ogolne i uswiadomil jedna rzecz. Ja naprawde mam dopiero 24 lata. I w tym swiecie to jest dopiero. Zaczelam pracowac jak mialam osiemascie lat. Byl czas, ze ciagnelam dwa kierunki i pol etatu pracy. Przez pol roku. I myslalam, ze jestm twarda. Myslalam, ze jestem twarda po tym jak przetrwalam zime w afganskim radiu, a jedyna szkoda sa odmrozone dlonie. Ale jeszcze twarda nnie jestem, nie jestem pewna, czy kiedykolwiek sie stane. Dostalam cholernej "alergii" w najbardziej przyjaznym mi miescu w ktorym dotychczas pracowalam. Mieszanka ambicji, presji, nerwow, tego, ze jestem nowa i nigdy wczesniej nie zajmowalam sie finansami, ksiegowoscia + to, ze za murami mojego bezpiecznego biura jest Afganistan. Przed wczoraj w nocy sie rozchorowalam. Wszechstronne problemy zoladkowe. Bywa. Chcialam tu tylko powiedziec, ze zycie jest pelne wyzwan, a ja po moich lzach czuje sie jakby wstal nowy dzien po deszczu. Czuje sie, ze zrzucilam ciezar z ramion i jestem wdzieczna i szczesliwa, ze uslyszalam tyle dobrych slow od osoby ktorj slowa maja tu znaczenie. To wspaniale uczucie, ze ktos z kim pracujesz widzi w tobie czlowieka, a nie tylko maszynke do wykonywania zadan. To niesamowite, ze kogos obchodzi czy dobrze jesz. To niesamowite, ze ktos rozumie, ze nieszczesliwy czlowiek nie bedzie w pelni efektywnie pracowal. To fantastyczne. A Kapitan Okretu nie jest zlym gosciem. Po prostu wszyscy bywamy czasem pod presja. A ponad to co wazne - po deszczu mamy tecze. Szeroko i szczerze sie do Was usimiecham.

niedziela, 13 maja 2012

Niesamowitosci

Duzo sie zmienilo od czasu mojego ostatniego wpisu. Wlasciwie moglabym powiedziec, ze prawie wszystko co dotyczy mojego zycia w Kabulu. Po piewsze moim glownym miejscem zatrudnienia przestalo byc juz radio. Ciagle mam tam swoj program = "give me 5" the best western music bla bla bla, ale nie pracuje juz w dziale rozwoju biznesu. Zaczelam pracowac jako "finance¶legal" w amerykansiej kancelarii prawnej. Mowiac krotko zmiana o 180 stopni. Moje jedyne doswiadczenie z finansami - jak dotychczas polegalo na oddaniu pitow mojej Mamie, ktora to oddawala je ksiegowej. A dzis zajmuje sie rozliczaniem podatkow w Afganistanie. I to nie jest nunde. To jest jakies drugie pytanie, ktore sie pojawia kiedy mowie, ze zmienilam prace z najbardziej niesamowitej jaka mozna sobie wyobrazic - Developement Manager w Afganskim radiu na Finance&Paralegal w amerykanskiej kancelarii w Kabulu. Nie - to nie jest nudne. Mowiac szczerze - niesamowicie mi sie podoba. Wszystko jest nowe - to raz, moje dzialania maja swoj gleboki uzyteczny sens, poznaje system ktory dziala wedlug regul, o ktorych nie mialam pojecia. Ucze sie jak funkcjonuje firma - nawet nie konkretnie ta, po prostu - jak robi sie ksiegowosc, jak rozlicza sie to i tamto - jak taki obiekt funkcjonuje w przestrzeni prawa Afganistanu. I to jest MEGA. Nie slizgam sie po powierzchni dzialan pozorowanych tylko jestem na drodze do rozumienia pelnego obrazu. Odkrylam dla siebie cos mega - prawo afganskie jest przetlumaczone na angielski, wydrukyje sobie i poczytam do poduszki. Apropos poduszki. Musze kupic poduszke, koldre, poszewke, przescieradlo i juz. Przeprowadzilam sie z radia. Moj nowy pokoj jest niesamowity. Czysty, piekny, jasny. Prawie nic w nim jeszcze nie ma - bo tymczasowo kasy brak na zmiany, ale powaznie jest mega. Ludzie w moim nowym domu sa naprawde fajni. Kazdy ma wady i zalety, ale ogolnie jest zdecydowanie bardziej na plus. Mieszkam z Restauratorem, Wioloczelistka, Francuzem i Dziennikarzem. Wczoraj mialam bardzo mila rozmowe z Francuzem. Odkrylam, ze ma... 23 lata i jest advisorem w ministerstwie. Witajcie w Afganistanie - kraju wielkich mozliwosci. :) Uroczy gosc, cieply, fajny z takim rodzaje wrodzonej ciekawosci wobec otaczajacego go swiata, ktora nadaje zyciu smak. Restaurator, natomiast, ma swoj wlasny lokal w Kabulu - imprezownie&restauracje. Ma tez zylke do interesow, leb na karku, reke do kwiatow i do drewna. Wioloczelistka jest Amerykanka z polskimi korzeniami i polskim nazwiskiem. Nosi duze okulary i blond wlosy upiete w kok, ktory moze wygladac tak naturalnie tylko na osobie, ktora przez lata koncertowala w szkole muzycznej. Restaurator i Wiolonczelistka sa para. Wydaje sie, ze bardzo dobrze dobrana i zbalansowana. Ze az dziw. No i dziennikarz - widzialam go raz. Wyjechal na dwa tygodnie do gdziestam. Jeszcze przyjdzie czas sie znim zapoznac. Tak wiec zmiany. Zmiany. Zmiany. I do Austrii lece. Na wesele mojego szefa i "mojej" Polki z Kabulu. Europo - juz nie dlugo :) Szkoda, ze nie dam rady przyleciec do Polski. Ale niestety - kasy nie starczy - taka prawda. Dlatego bede sie bardzo cieszyc tym tygodniem w Austrii. A potem we wrzesniu Polska. Po osmiu miesiacach nie bycia w domu.... I mowiac szczerze - pierwszy raz w zyciu, naprawde czuje cos jak tesnkote za domem. Nie cos takiego, ze "tu mi zle" i chce do domu. Nie. Tu mi dobrze. Ale po prostu ciezko tak na sercu kiedy mysle o rodzinie i chcialo by sie pogadac normalnie itd. Eh. Dosc tej nostalgii :)Jest cudna pogoda, duzo sie ucze, "rozwijam mozg". Otwieram oczy. Jest dobrze.

niedziela, 25 marca 2012

Naw Roz

Afganczycy swietuja Nowy Rok, wraz z nadejsciem wiosny - 20 Marca. Moje Radio, robilo z tej okazji event dla operatora komorkowego MTN - Festiwal Latawcowy. W ciagu jednego dnia w czterech miejscach - glownie Kiting Hill i Quarga Lake (niedaleko Kabulu) rozdalismy 3000 latawcow, ktore jak wiadoma sa tradycyjna zabawka afganskich dzieci, mlodziezy i doroslych.

Moim zadaniem oprocz kontaktu z klientem i pomocy w przygotowaniach eventu, bylo dokumentowanie wydarzenia. Nie moge sie powstrzymac przed opoblikowaniem tego zdjecia. Jednego z 1200, ktore zrobilam tego dnia.

Quarga Lake 20 Marzec 2012 Nawroz Kiting Festiwal.

Lubie moja prace.

poniedziałek, 19 marca 2012

Dzien Kobiet

Stoimy przed wielkim namiotem, pod ktorym odbywa sie Internationale Women's Day w Hazarskiej dzielnicy Dashti-Bashti.









Skosnooka pikenosc czyta wiersze, dzieci i kobiety zartuja, sluchaja, rozmawiaja.




Mezczyzni obsluguja wydarzenie, podaja kazdemu suszone owoce podczas przerwy na herbate, gotuja lunch.



Dziewczyny ze Sport sans frontieres i Afghanistan Libre....


...sa dumne poniewaz event jest sukcesem, mimo ze pierwszym w tej dzielicy calkowicie organizowanym przez lokalna spolecznosci. Slonce swieci.


Nagle slysze smiechy - trzej zamozniej wygladajacy mezczyzni zartuja - tak, to moze i jest dzien kobiet, ale 364 inne, sa nasze, sa dniami mezczyzn. Zartuja do moich francuzek z SSF i AL. One sie usmiechaja. A ja patrze w oczy mezczyzn i wiem, ze to w glebi duszy nie jest zart.



Moja nauczycielka yogi, Sayora z Kirgistanu, z tym swoim bardzo "spiritual" podejsciem, mowi: W tym kraju nie ma balansu energii meskiej i zenskiej. Energia meska za bardzo dominuje. Dopoki tak bedzie ten kraj "will be fucked".

Okolo tygodnia temu dowiedzialam sie, ze w Afganistanie zaczelo obowiazywac nowe prawo, ogloszone przez najwyzszy organ religijny w Afganistanie. Prawo to glosi: kobiety i mezczyzni nie moga pracowac w jednym pomieszczeniu. Moj Szef powiedzial mi, ze kompromis z Talibami. I nie byl tym faktem ideologicznie zdruzgotany, ale dodal, ze nie zamierza sie zastosowac.
Wczoraj dotarla do mnie reszta informacji. Nowe "prawo" wcale nie jest prawem, to tylko sugestia organu religijnego. Sek w tym, ze zostala opublikowana na stronie prezydenta Karzaja, zawierajc rowniez takie paragrafy jak:
- kobieta nie moze byc bita jezeli nie lamie prawa szariatu (czyli jezeli lamie, to moze byc bita)
- kobieta musi nosic hijab
- kobieta nie moze wychodzic bez mezczyzny opiekuna
- kobieta i co wazne - kobieta nie moze sie uczyc wspolnie z mezczyznami,
patrzac na obecny Kabul to absurd. Kazde z tych zdan. Kazde z zalecen. Wystarczy pojsc na Uniwesytet w Kabulu i zobaczyc, ze to jakby cofanie sie do sredniowiecza. Chrzanic hijab. My tu mowimy o wspieraniu przez prezydenta Afganistanu lamania praw czlowieka.



Afganistan: Hamid Karzaj wystąpił za ograniczeniem praw kobiet

Afganistan: Hamid Karzaj wystąpił za ograniczeniem praw kobiet
06.03.2012

6 marca br. prezydent Afganistanu Hamid Karzaj wyraził poparcia dla regulaminu Rady Ulemów oraz duchowieństwa ograniczającego prawa kobiet.

W postanowieniu jest mowa o tym, że kobietom afgańskim nie zezwala się na odbywanie rozmów w miejscach publicznych, w tym w zakładach pracy z mężczyznami, którzy nie są ich krewnymi. Kobiety powinny studiować oddzielnie od mężczyzn oraz nie wyruszać w podróż ani bliższe przejazdy bez towarzystwa mężczyzn.

Karzaj na konferencji prasowej w Kabulu (stolica Afganistanu) oznajmił, że regulamin „nie łamie praw kobiet, lecz wręcz odwrotnie – chroni i odzwierciedla normy szariatu, wedle którego żyje Afganistan”.

Przypomnijmy jednak, że konstytucja Republiki Islamskiej gwarantuje kobietom jednakowe prawa z mężczyznami, więc postanowienia duchowieństwa są sprzeczne z podstawowym prawem państwa.

Szereg afgańskich ekspertów dostrzegło w reakcji Karzaja oznakę tego, że niedługo do władzy w Afganistanie powrócą talibowie, a kwestia kobiet stanie się kartą przetargową w negocjacjach rządu afgańskiego z opozycją zbrojną.

Źródło: fergananews.com
Opracowanie BIS – Biuletyn Informacyjny Studium

Miedzynarodowa spolecznosc kobiet jest oburzona. Wczora slyszalam - my (US), Szwajcarzy, Astralia i Kanada zaplacilismy im za wybory, wylozylismy pieniadze na ich demokracje, a oni? Co oni robia? Lamia konstytucje!

Sytuacja kobiety w Afganistanie zatem sie pogarsza. Pytanie brzmi, jak bedzie wygladac gdy wroca Talibowie. I szczerze - mam nadzieje, ze wtedy juz mnie w Afganistanie nie bedzie i ze bede mogla wtedy pic cappuccino w alternatywnej kafejce Kopenhagi, Sztokholmu, albo moze na rynku jakiegos malego wloskiego miasteczka. Tak, taka jest prawda. Mozemy wywrzec wplyw, mozemy starac sie zmienic rzeczywistosc i nasze wysilki beda miec wymierny rezultat, ale to co Afganistan zdecyduje, wlasnie to sie stanie. Nie to co zdecyduje Spolecznosc Miedzynarodowa. No po poprostu nie w tym kraju.


środa, 14 marca 2012

Indyjska obsesja zlota

Dzis pojechalam odbebrac moj paszport i wize szesciomiesieczna, dzieki ktorej bede miec prawo do wielokrotnych przyjazdow do tego kraju do wrzesnia. Teoretycznie moge tu nawet spedzic swoje urodziny, ktore wypadaja w latwiej do zapamietania dacie - 11 wrzesnia. Sadze jednak, ze tak sie nie stanie, bo narazie potwierdzilam swoj pobyt do konca maja, a potem - zycie jest pelne zagatkowych zwrotow akcji i nie wiadomo co sie wydarzy.

Rzecz w tym, ze dzis jadac po odbior wizy, zabaralismy rowniez zone Masouda, ktora jest muzulmanka z Indii i rzecz jasna tez potrzebuje wizy. Tak wiec, kiedy utnknelismy w absolutnie niemozliwym do wyobrazenia korku, gdzie samochody wzbijaly ten slynny, duszacy, afganski kurz, rozpoczela sie dyskusja o Indiach. Jasmin przekazala mi wiele ciekawych rzeczy, ale dwie zrobily na mnie szczegolne wrazenie:

1) w Delhi mieszka 40 milionow ludzi, czyli wiecej niz w calej Polsce.
- Jestesmy bogaci w zasoby ludzkie - podkreslila - gorzej ze standardem zycia.

2) - W Indiach panuje obsesja zlota, nie zrozumiesz tego - usmiechnela sie.
- Daj mi sprobowac, na czym to polega?
- Zacznijmy wiec od tego, ze podczas studiow mieszkalam w hostelu. Uniwesytet w Delhi jest najlepszy w calym kraju, wiec mieszkaly tam ze mna osoby z roznych czesci Indii. Byly tez dwie dziewczyny z poludnia (Tamiland). Mozesz sobie wyobrazic, ze na codzien kazda z nich nosila na przegubach po dwie grube bransoletki ze zlota? I co wiecej po dwa zestawy zlotych ciezkich kolczykow. Ale to nie koniec, bo jeszcze kazda miala gruby zloty lancuch. A mialy po dwadziescia lat! Kiedy wyjda za maz rodzina da im jeszcze wiecej zlota.
- To wyglada na dobra inwestycje...
- Ale nikt nie traktuje tego w ten sposob. To pokaz statusu splecznego. Showing off.
- To ma sens.
- A najbardziej niesamowie jest to co sie dzieje w swiatyniach. Zwlaszcza hindu. Wyobraz sobie, ze kazdy ma w domu conajmniej 50 gram zlota. I ze kazdy idzie do swiatyni zlozyc ofiare bogom. Swiatynie maja nieprzebrane ilosci bogactwa, ktore gromadza sie przez wieki i nikt tego nie zuzywa, wiec buduja tylko coraz wieksze pokoje, zeby to magazynowac. W ktoryms momencie rzad odkryl, ze w jednej ze swiatyn tylko srebra jest 17 ton...
- To ciekawe. Ale dlaczego nie uzywaja tego, zeby pomoc biednym?
- ... co?
- No dlaczego tego nie uzyja, zeby pomoc biednym?
- ... no tak jest i juz. To jest wlasnosc swiatyni i tyle.

Patrzylam z okien samochodu na brazowa wode, rwacej rzeki Kabul, na umorusane dzieci spieszace w kierunku przeciwnym niz ja, na osniezone gory okalajace miasto i myslalam o skarbach indyjskych swiatyn, ktore bezuzyteczne i piekne leza sobie w oczekiwaniu, az ta cywilizacja udpadnie i ktos je sobie wezmie nie pamietajac o tym, ze sa taboo. Myslam o rubinach. Rubiny to sa w mojej wyobrazni prawdziwie indyjskie kamienie. A kamienie Afganistanu?

Miala ostatnio w swoim radiowym programie wyjatkowego goscia. Mlodego jubilera. Mobeen ma 24 lata i zalozyl wlasnie swoja wlasna jubilerska firme. Byl bardzo wdziecznym gosciem. Opowiadal o kamieniach, ktore przypisane sa do miesiecy. Moim zdaje sie jest turkus. Niebieski. A obecnie moim absolutnie ulubionym kamieniem jest lapis lazuli - piekny, gleboki granat. Jak wieczorne niebo Afganistanu.

sobota, 10 marca 2012

2 weeks

Nie pisalam dwa tygodnie. W dodatku skonczylam na takiej dramatycznej notatce.
Nie, nic mi nie jest.
Co sie wydarzylo w ciagu ostatnich pietnastu dni? Bardzo, bardzo duzo.

Wpadka kulinarno-polityczna
Siedze z moim szefem, jego przyjacielem i ich znajoma, ktora w oczekiwaniu na wize do Dubaju, zamieszkala ze mna w moim mieszkaniu. Siedzimy sobie i pijemy Stolicznaja z przemytu. To znaczy oni pija. Ja dostalam moje piwo - prawdziwego zimnego Heinekena. Lekkie tematy do rozmowy, na stol wjezdzaja super-ostre skrzydelka z New York Fried Chicken i ku mojej radosci - salatka z kalafiorem. Kalafior na stole oznacz, ze moge pochwalic sie nowym slowem w dari, ktore poznalam tego samego dnia. Wiec mowie
- Ach! Jaki wspanialy GULBBUDIN!
Wybuch smiechu.

Teraz tlumacze. Powiedziec - Ach jaki wspanialy Gulbbudin - to tak jakby powiedziec - ten Hitler jest naprawde wyborny, albo - ten Stalin wspaniale smakuje.
Gulbeldin Hekmatiar byl jednym przywodcow mujahedinskich i zabil bardzo wielu ludzi. Kalafior w dari to - GULBI.

O tym jak Sulaiman wylecial na kopach
Czwartek wieczorem. Wychodze na impreze. Moj szef tez ma isc, wiec przychodza do niego znajomi. Przychodzi pierwszy i jest kompletnie pijany. Przypominam, ze jestesmy w kraju w ktorym panuje zakaz sprzedazy alkoholu. Soulaiman jest po prostu absolutnie narabany. Tak bardzo, ze nie jest w stanie mowic. Na szczescie nie musze z nim przebywac, bo na impreze ide ze swoimi znajomymi. Czekam az po mnie przyjada, bo dzwonili, ze beda za 10 minut. Ide na gore, do mieszkania - mojej malej ostoi prywatnosci - zeby zmienic buty na kozaki, bo sie zorientowalam ze pada. Zdejmuje cizemki, zakladam pierwszego kozaka i nagle slysze, ze ktos otwiera zewnetrzne drzwi do mojego przedpokoju. No tak - nie zamknelam ich, bo poszlam tylko zmienic buty. Mysle sobie - to pewnie Small Guy, jak nazywam naszego house keepera/sluzacego. Ale nie... Kroki, ktos idze w strone moich drzwi. Ktos znacznie ciezszy niz Small Guy. Wstaje. W jednym kozaku. Dzrzwi sie otwieraja i wtacza sie Souleiman.
- Co ty tu robisz?! To jest moja prywatna przestrzen! Nie zapraszalam cie tu.
On jest tak pijany, ze nie jest w stanie nic z siebie wydusic. Patrzy na mnie. Mija chwila. Ja patrze na niego i opanowujac sie zakladam drugiego kozaka. To co stalo sie potem omal nie doprowadzilo go do powaznego uszczerbku na zdrowiu, bo kiedy "subtelnie dalam mu do zrozumienia" ze nie zycze sobie pijanych Afganczykow w pokoju, o malo nie sturlal sie ze schodow. A potem rozpentalam taka burze, ze moj szef nie odbiera od niego telefonu od dwoch tygodni. I chyba trzy razy mnie przepraszal. Moj szef. Bo Soulaiman oczywiscie nie ma mojego numeru. Moj szef nie wybaczy mu tej zniewagi jeszcze dlugo. Moj szef jest Pasztunem i co by nie mowic o jego ego, na honor mu lepiej nie wchodzic. A Souleiman przekraczajac prog mojego pokoju wszedl na honor mojego szefa.
A ja? No coz. Poradzilam sobie sama z wywaleniem go z mojego pokoju. I jestem pewna, ze juz nic takiego nigdy wiecej sie nie powtorzy. Chocby dlatego, ze goscie przestali odwiedzac mojego szefa.

Settlers of Catan w Kabulu
Marysia jest tu od czterech lat, a jej narzeczony Tom tez dosc dlugo. Poznali sie tutaj. Fajna z nich para. Co piatek w ich domu gramy w Osadnikow. Towarzystwo jest naprawde wyjatkowe. To jest temat na osobna notatke, ale chcialabym tylko zaznaczyc, ze raz wygralam :)

Deal
Zrobilam wiekszy deal. Moje radio staje sie dzieki mnie rowniez firma eventowa. Organizujemy festiwal latwacowy w zwiazku z afganskim Nowym Rokiem, czyli Naw Roz, ktory wypada 20 Marca. Sponsorem jest duza firma telekomunikacyjna. Uwazam, ze to mega fajne. Naw Roz Kiting Festival. Cieszy mnie to, bo to bedzie prawdziwy fun. Tylko szkoda, ze nie bede tam na wzgorzu latawcowym. A nie bede.

Yoga
Trzy razy w tygodniu chodze na yoge. W poniedzialek wybieram sie na squosha. Nie... W Kabulu nie ma co robic ;) To miasto chowa przed oczami nowoprzybylych tajemnice roznych masci. Obowiazuje za to bardzo nie-sekretna zasada: - Masz kase, to wchodzisz. - No i jeszcze cos. Jezeli jestes Afganczykiem, to masz problem.

Dwa tygodnie to duzo czasu. Dwa tygodnie to duzo zmian. W tym swiecie czas plynie szybciej i nawet monitonia jest urozmaicona.

No i wiosna przyszla. Robi sie cieplo.

sobota, 25 lutego 2012

Protesty i przemoc

Wczoraj zycie okazalo sie dla mnie laskawe. Dostalam w glowe lodem, a nie na przyklad kamieniem. W skron, a nie w oko. Bardzo sie ciesze, ze nic mi sie nie stalo. Mysle, ze wlasnie tak przychodzi smierc. Z zaskoczenia. Cos trafia cie w glowe, a potem juz nie istenieje.
Rzucal chlopak, bylo ich z siedmiu, okolo dwudziestu lat. Ubrani na zachodnia modle. Rozesmiani. Naladowani jakas taka dzika energia. Zamroczylo mnie. Zaczelam przeklinac jego matke. Federica mnie odciagnela. Srodek miasta Kabul. Wracalysmy z zakupow. Jak powiedzialam o tym szefowi zasmial sie, ze kazdy musi kiedys umrzec. A potem oddal samochod do mojej dyspozycji zebym juz wiecej nie chodzila.

Siedze sobie na parapecie mijego biura i wygrzewam sie na sloncu. Dostalam calkowity zakaz opuszczania biura na piechote. Moge poruszac sie jedynie taksowkami. Jedynie po zmroku i z dobrze zaslonietymi wlosami. Podem sa protesty majace swoje zrodlo w spaleniu Koranu. Dzis uslyszalam "Dobra, jest niebezpiecznie". No to wlasnie, serio? Witajcie w Afganistanie.